Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1 post 1727 komentarzy

maharaja

Moje komentarze

  • @telewidzacy 22:48:01
    "Pomimo różnic zdań, jedno nie ulega dla nich kwestii – zakończyła ona żywot ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego, które terroryzowało ludność polską, a po części także ukraińską – na terenie południowo-wschodniej Polski. (...) główny cel operacji, czyli likwidacja struktur OUN-UPA – został osiągnięty."

    Po owocach ich poznacie.

    Gdybym - jako kresowy Polak - dla zlikwidowania dalszych mordów na Wołyniu w 1943 r. miał wejść w sojusz z Armią Czerwoną, uczyniłbym to bez najmniejszego wahania.

    Gdybym - jako żyd w getcie - w 1943 r. miał szansę na uzyskanie broni od Sowietów, pierwszy bym wstąpił w ich szeregi.

    Gdybym - jako Ukrainiec - w latach 30 dzięki sojuszowi z Piłsudskim (Hitlerem, czy Mussolinim, nie istotne), miał zapewnić żywność Ukrainie, która była przez Stalina doprowadzona do stanu bestialskiego głodu, wszedłbym bez wahania w taki sojusz.

    Gdybym - jako Niemiec, obywatel III Rzeszy, który jedyną szansę na normalność widzi w zakończeniu wojny i klęsce własnego narodu - miał szansę nawiązania współpracy z USA, też bym to uczynił.

    Czasem liderzy polityczni wybierają źle (np. Ukraina postawiła na sojusz z Hitlerem w czasie II wojny światowej, miast wspólnie z Polakami budować antyniemiecki ruch oporu). Czasem brak im odwagi na pokazanie przełożonym, że nie tędy droga (Jaruzelski i inwazja na bratnią Czechosłowację w 1968 r.) - historia daje nam przewagę nad teraźniejszością: dzięki perspektywie czasowej widzimy, co kiedy miało rację bytu i pozwala nam to uniknąć największych błędów w dniu dzisiejszym. Poza tym znając stanowisko liderów innych państw wobec wydarzeń historycznych mogę przewidzieć, jak postąpią wobec zdarzeń teraźniejszości.

    Np. rząd RFN (uznając traktat 2+4 i pośrednio też granicę na Odrze i Nysie) wydaje się przewidywalny, natomiast rząd powstały po 1990 r. (odmawiający jego ratyfikowania) już niekoniecznie.

    Jakkolwiek sympatyzuję z "europejskością" Alternative für Deutschland, dbającą o korzenie, o tożsamość, to w chwili, gdy jej liderzy kwestionują holocaust i komory gazowe, bratem staje się mi socjaldemokrata Willi Brandt, potrafiący klęknąć przed pomnikiem ofiar getta tudzież prezydent Weizsäcker (chyba żaden polityk powojenny (no może Adenauer) nie miał takiego autorytetu, przybywający do Warszawy na rocznicę powstania 1944.

    Nie ma stałych sojuszy.
    Są natomiast stałe wartości.
    A pewnych rzeczy robić się nie godzi.
    Za prawdę o ludobójstwie na Kresach pójdziesz do ciurmy
  • @Zdzich 04:51:07
    "Kwestia, która musi być rozwiązana jako pierwsza, to zniesienie podziału Europy na suwerenne państwa narodowe."

    Teza jak teza. Dość abstrakcyjna, pozbawiona kontekstu. O zasadności samej tezy trudno się wypowiadać, tak samo jak trudno mówić, czy lepszy jest termometr Celsjusza, czy Fahrenheita. Liczy się mechanizm, który lepiej mierzy. Sama skala jest nieistotna.

    Za średniowiecznej Europy nie było państw narodowych, a wojny, jeśli były w jej łonie toczone, to - dziś tę kwestię oceniając - były to konflikty regionalne o ograniczonym zasięgu i przy pomocy armii najemników realizowane (pomijam najazdy Tatarów i ekspansję Turków, którzy byli wrogami całej Europy).

    Największe konflikty wystąpiły pomiędzy państwami narodowymi, więc sama teza (konieczność zniesienia państw narodowych) nie jest pozbawiona logiki. To rozwiązanie prowizoryczne, ale skuteczne. Oczywiście są lepsze metody: w oparciu o suwerenne rządy państw narodowych dążyć do konsensusu na płaszczyźnie międzynarodowej.

    Wszystko zależy od jakości realizacji i celu, jakiemu dane hasło przyświeca.

    Gdyby w 1910 r. (u progu I wojny światowej) ktoś zaproponował Europie (i światu) Unię, kierowaną wspólnym rządem i centralnie rozwiązującą spory w jej łonie występujące, pozwalającą uniknąć 37 mln ofiar (tudzież 60 mln ofiar w trakcie II w. św., głodu na Ukrainie i gułagów nie licząc), pierwszy byłbym jej zwolennikiem. Nawet gdybym miał taką unię budować razem z panią Thun.

    Oczywiście GDYBANIE to kategoria hipotetyczna i uprawianie jej służy jedynie gimnastyce umysłowej, jednak daje pewien format, pewną perspektywę: Nie zawsze to, co brzmi fatalnie (komunistyczno-marksistowskie nawoływanie do odejścia od korzeni narodowych), musi bezwzględnie być złe. Liczy się kontekst.

    Ale jeśli nie ma z kim rozmawiać (zanalizujmy np. taki oto konflikt: pomiędzy UPA/UON a administracją Polski Lubelskiej w latach 1945-1947 - nie było żadnej metody na UPA (nieuznającą ustaleń Jałty) i trzeba zastosować pewną (nieco brutalną wobec ludności cywilnej) prowizorkę: pozbawić upowców bazy materialnej. Nie sądzę, by te pół miliona przesiedlonych Łemków (jakkolwiek subiektywnie dotkniętych akcją Wisła) miało poważne pretensje do władzy PRL. Przypuszczam, że wielu z nich absolutnie rozumiało konieczność tego, co się stało. Oni też dzięki temu zostali usunięci spod władzy UPA, która od wiosek beskidzkich żądała nie tylko jadła, ale także rekruta. (A może też dzięki Akcji Wisła nie doszło do rozciągnięcia bestialstwa z Wołynia na Łemkowszczyznę w latach powojennych? Nie wiemy, ale niewykluczone, że tak by się stało. Nastroje w tej grupie etnicznej były po 45 r. wyraźnie pacyfistyczne i poparcie wśród nich dla UPA z każdym miesiącem spadało - a ci, którzy utożsamiali się raczej z prawosławiem i Ukrainą, wyjechali tam w 1945 r.). Niekiedy prowizoryczne rozwiązania są nad wyraz skuteczne.

    Gdyby wskutek realizacji nawoływań do państwa narodowego miało dość w Polsce do czegoś takiego, jak III Rzesza, trzeba byłoby być krytycznym.

    Na razie jednak poruszenie tematu odszkodowań na forum międzynarodowym - to nie rewanżyzm. To próba przywrócenia elementarnej sprawiedliwości dla ludzi, którzy wskutek tej wojny potrafili wszystko i dziś mają 300 euro emerytury (niektórzy znacznie mniej). Jednocześnie emerytura w kraju, który był tej wojny sprawcą, jest 4 razy wyższa.
    Manifest z Ventotene. Krótka analiza komunistycznej Europy
  • @carcajou 20:51:52
    ale - ozzzzo chodzi???
    PROPOZYCJA DLA LASU SMOLEŃSKIEGO ...
  • @miarka 22:21:18
    A to ciekawe stanowisko.... przebaczyć dopiero, gdy winy są naprawione.
    W sumie tak właśnie powinno to się dziać w polityce....
    Czy to państwo prawa czy już permanentny stan bezprawia?
  • @maharaja 22:28:06
    Niemcy same powinny wyjść z poważną inicjatywą uregulowania tych kwestii. Tylko to pozwoli ocenić, że "przywracanie ich do cywilizacji", które było udziałem USA i UK, a poniekąd też Francji, zakończyło się powodzeniem.

    By raz a dobrze zamknąć te kwestie. A wówczas Polacy będą największym sprzymierzeńcem Niemiec dążącym do zjednoczenia Europy pod egidą tego potentata gospodarczego.
    Ziemie Zachodnie nie są rekompensatą!
  • @Husky 22:16:44
    "Można byłoby je uznać za rekompensatę, gdyby wschodnia granica pozostała bez zmian, a terytorium Polski zostało powiększone."

    Nie można zaliczać tego, co zabrali nam Sowieci, na poczet tego, co oddali nam Niemcy.

    Gdyby Niemcy uznali granicę na Odrze i Nysie (wciąż nie doszło do wiążącej prawnie ratyfikacji ustaleń traktatu 2+4 w kwestii wschodniej granicy Niemiec), to proponuję rozstrzygać ich winy/powinności odszkodowawcze tylko wobec nich samych, a nie włączać w to Rosji Sowieckiej. Wówczas - nie wiem, czy pokrzywdzeni by tego chcieli - można byłoby ewentualnie potraktować Wrocław i Szczecin i ziemie pomiędzy nimi leżącą jako odszkodowanie sui generis. W szczegółach należałoby się zwrócić do obiektywnie sprawy postrzegających prawników międzynarodowych, nieskażonych subiektywnym widzeniem spraw.

    Natomiast pozostaje wówczas kwestia utraty ziem wschodnich.
    Tutaj nic nie uzasadnia tego, co się stało w 1939 r. Zabrano nam potężne ilości gruntu i dodatkowo wybito kwiat inteligencji.

    Częściowo tę stratę zdołano - mówiąc bardzo topornie - "odrobić", jeśli w ogóle mowa może być o czymś takim, bo śmierć ludzka i hektary ziemi nie mają wspólnego mianownika, wyzwalając Polskę od okupacji niemieckiej. Przy okazji narobiono nieco dodatkowych szkód.

    Kwestia zaboru ziem stanowiących terytorium dzisiejszej Ukrainy, Litwy i Białorusi to odrębne, dotychczas nieporuszane jeszcze zagadnienie.

    Czy nieco korzystniej dla Rosjan należałoby mierzyć przelaną krew/hektar, niż w przypadku Niemców? Kwestia sporna, zależy od punktu widzenia. Owszem, może i tak (w końcu jakąś tam ułomną, ale jednak, państwowość nam tu pomogli zbudować). Natomiast to, co i Niemcy, i Rosjanie zrobili na początku wojny z polską inteligencją, wymaga potęgowania do trzeciej.
    Ziemie Zachodnie nie są rekompensatą!
  • @kula Lis 67 14:06:11
    właśnie dlatego warto byłoby trochę ten wymiar sprawiedliwości (własne sobiepaństwo) zmienić na Służbę Wartościom.
    Czy to państwo prawa czy już permanentny stan bezprawia?
  • @autor
    Obrona granic: co za fenomen.... to jest właśnie to zagadnienie, w którym wygnańcowi z PIS Hofmanowi blisko do Ziobry i Rydzyka.... a Sobeckiej do Macierewicza.
    "RUCH OBRONY GRANIC" / ZAPISY: www.RozaniecDoGranic.pl
  • @maharaja 10:25:02
    „Czy ma być państwo prawa czy państwo ładu społecznego?”

    W normalnych warunkach nie ma antynomii ŁAD - PRAWO !!!!!!

    To są synonimy, z tym, że 1) ŁAD WARTOŚCI rodzi 2) PRAWO, które daje 3) ład społeczny. To trzy temporalnie różne etapy, można je porównać z Dziadkiem, Ojcem i Dzieckiem tudzież z trzema kategoriami pierwotnymi: abstrakcyjny system religijny / wyrosła z niego władza realna, sprawowana z nadaniem tego pierwszego / posłuszeństwo.

    [Oczywiście "złe prawo" (a takie mamy w spadku po komunie i postkomunie) nie ma nic wspólnego z PRAWEM. Najczęściej stoi w sprzeczności z ŁADEM WARTOŚCI (i ta sytuacja dziś ma miejsce w obrębie Wymiaru Sprawiedliwości i dlatego PIS tak usilnie (wspólnie z prezydentem RP) dąży do reform sądownictwa. "prawo" przez małe "p| pisane można poznać po tym, że złe owoce rodzi (nie daje ładu społecznego). Dlatego w dobrach przyklasztornych, w których decyzje personalne i strategiczne podejmowali zakonnicy (bądź wskazani przez nich profesjonalni zarządcy) panował błogostan i zwartość załogi (żadnych rewolucji), a majątkach utracjuszy (wszyscy widzieli, że wypracowany zysk jest przepijany lub przegrywany w karty) co rusz musiano jakiegoś chłopa wychłostać, by utrzymać zwartość i posłuszeństwo.

    ŁAD WARTOŚCI to niedefiniowalna kategoria, która cechuje pewne osobowości. Należą do nich Jarosław Kaczyński (do momentu, w którym go ponosi i od zdradzieckich mord w sejmie wyzywa Budkę), Andrzej Duda, Beata Szydło, Mateusz Morawiecki, ale także Kosiniak-Kamysz, Leszek Miller, Małgorzata Kidawa-Błońska... Pieronek, Boniecki, jest wiele takich osób. Klasycznym przedstawicielem ŁADU WARTOŚCI był Mazowiecki. Osobowościowo (szkoda że za tym nie poszły walory intelektualne) także Aleksander Kwaśniewski. Wprost wzorcowym (i tragicznym) przykładem osób należących do kategorii ŁADU WARTOŚCI był oczywiście Lech Kaczyński. Poniekąd także Komorowski. Można tych ludzi scharakteryzować jednym szkicem węgla: preferują dialog i negocjacje (wyważenie interesów) ponad kłótnię i walkę.


    Dlatego nieuchronną drogą ewolucyjną każdej partii jest pozbawienie lidera władzy faktycznej i nadanie mu władzy honorowej, jednak to on wyznacza tego, kto sprawuje władzę faktyczną - zapewne też honorowym liderem PIS zostanie niebawem JK, prezesem tej partii (po prezydenturze) Andrzej Duda, a realizatorami woli wynikającej z tego elementarnego Ładu Społecznego: gowinowcy w sojuszu z Zakonem. A spajaczem: kaczyści.

    Opozycją będą rydzykowcy, ziobryści i Antoni.

    To już widać choćby w ich stanowisku do mniejszości ukraińskiej w Polsce: proliberalni gowinowcy są ZA, z kolei Rydzyk uderza w postwołyńskie traumy i budzi niechęć, hasła odwetu itd. Co za paradoks - redemptorysta, który nie wybacza. Nieprzypadkowo dominikanie trzymają alians z Polską Razem Gowina.

    Hitler próbował zacząć od etapu Ojca, i dlatego mu nie wyszło.
    Stalin - próbował Ojczyma wcisnąć na pozycję dziadka, a dziecko na pozycję ojca. I stąd taki bałagan był.
    Czy to państwo prawa czy już permanentny stan bezprawia?
  • @kula Lis 67 07:53:17
    P. Wojtas ma swoje maki (swoje koniki), m.in. nienawidzi hierarchii.

    A przecież hierarchia może być budowana w sposób cywilizowany, zgodnie z zasadami ŁADU (rozumianego jako uznanie dla niej samej) aprobowana, bez walk w obrębie niej samej)

    Podobnie też jest z wojtasowym egalitaryzmem - on może charakteryzować się po prostu najzwyklejszą anarchią.

    Inwestować trzeba w prawo jako wartość samą w sobie i osoby potrafiące się dogadywać i ujmować istotę spraw, nie bacząc sztywno na kompetencje (ale i ich nie naruszając), a nie w konkretny (antyhierarchiczny) system. Bolszewicy też byli (do czasu) antyhierarchiczni, a wyszła z tego największa i najbardziej sztywna hierarchia, jaką można sobie wyobrazić.

    Tak samo jak bożkiem dla JKM jest deregulacja wszystkiego (a niekiedy trzeba nałożyć regulację, np. w przypadku akumulatorów, bo w przeciwnym razie będą stać po lasach przez kilkaset lat, bo ekologia jest nieekonomiczna i liberalizm jej nie ceni, a wszyscy cenimy sobie środowisko), tak samo bożkiem Wojtasa jest antyhierarchiczność.
    Czy to państwo prawa czy już permanentny stan bezprawia?
  • @Oświat 09:36:37
    "To jest pewna wartość sama w sobie i warto ją utrzymać."

    Tak, pewnych oczywistości nie dostrzegamy.

    Nie dostrzegają jej także ludzie krytykujący PiS z prawej, cały czas uderzając w bębenek zdrady narodowej (jako to PiS rzekomo jest WASP-owski, bo nie wprowadził bezwzględnego zakazu aborcji.... tudzież dopuszcza się kontynuacji wyprzedaży majątku narodowego, nie dba o frankowiczów) itd.

    A przecież każdy zdroworozsądkowo myślący Polak widzi, jak jest u nas, a jak na Ukrainie. To porównanie jest najlepszym dowodem na to, że procesu odchodzenia od komunizmu (89-2010) nie da się przekreślić jako czegoś złego. Wiele się udało.

    Paradoksalnie najwięcej poparcia PiS uzyska w następnych wyborach nie wtedy, gdy będzie dalej szedł w prawo, ale wtedy, gdy się uplasuje w okolicy centrum (tj. gdy PiS swym radykalnym skrzydłem (Ziobro, Macierewicz) zostanie zaatakowany silnie z prawej (przez tzw. kato-oszołomów, żądających całkowitego zakazu aborcji, totalnych rządów katolickiej większości nad laickim motłochem (krzyże wszędzie tam, gdzie tego chce większość i zarzucających Kaczyńskiemu odejście od ideałów).

    PiS w następnych wyborach wygra i zdobędzie większość, gdy wyeksponuje
    1) ATAK na Kaczyńskiego z prawej (endeckiej) pozycji
    2) umocni zdrowe jądro (SDM, czyli Szydło, Duda, Morawiecki), także Gowin - ci politycy będą wyśmiewać i neutralizować "radykałów z prawej" (to jądro będzie atakowane przez takich ludzi, jak Borys Budka czy Róża Thun)
    3) dojdzie tuż przed wyborami do secesji radykałów z prawej, cieszących się poparciem Rydzyka.
    4) radykałowie z prawej zaczną rzucać pomysły z ksieżyca i domagać się unieważnienia kredytów frankowych (uderzając w Dudę za niespełnienie obietnic) i 1500 na każde dziecko "z prawego łoża"
    i 500 dla tych z lewego (absolutnie nieracjonalna polityka prospołeczna) - po prostu zamarzą o wielkości.... przedwcześnie.
    5) kościół nierydzykowy udzieli poparcia PiS-owi.
    6) Schetyna nawiąże współpracę z Palikotem
    7) Duda wykona jakiś istotny krok w stronę frankowiczów - ugody bankowe.

    Dziś w najszerzej pojętym interesie umiarkowanego skrzydła PiS jest wzmocnienie obozu prezydenckiego. Jeśli jeszcze (wreszcie) Agata Duda skrytykuje radykalne postulaty PIS-oszołomów (tak Ziobrę i Macierewicza odbiera elektorat i to Kaczyński musi wykorzystać), ripostując je ostro, nie ma szansy na przegraną dla PIS-u.

    Oczywiście reformę wymiaru sprawiedliwości i odchudzanie państwa (redukcja zatrudnienia w administracji) trzeba prowadzić dalej konsekwentnie. Z całą stanowczością.
    Czy prezydent RP międzynarodowym banksterom się kłania?
  • @autor
    "Żadna z partii głównego nurtu nie deklaruje natomiast, przynajmniej obecnie, sympatii do Rosji rządzonej przez Władimira Putina."

    No bo jak tutaj popierać kogoś, kto rozpoczyna drugą wojnę (po Jugosławii w latach 90-tych) w Europie od 1945 r.

    ???

    1./ Jesteśmy w NATO i (być może z nadgorliwością neofity) trzymamy stronę NATO.
    2./ Uczucia pronatowskie wzmocniły wydarzenia z 10.04. i co najmniej niejasna postawa władz Putina.
    3./ Wydarzenia w Gruzji, na Ukrainie i na Krymie też nie wzmogły sympatii dla Putina.

    Te trzy czynniki mają decydujące znaczenie. No i ten czwarty (kto wie, czy nie najważniejszy): widzi nam się zespolenie ze światem zachodnim; powszechnie panuje przekonanie, że NATO=bezpieczeństwo, a UE=subwencje. I jakkolwiek znaczna część Polaków bezpośrednio nie doświadcza unijnej "śmietanki do kawy", to jednak widzimy, choćby w porównaniu z Ukrainą, że nam lepiej się dzieje.

    Można być sceptycznym wobec kierunków polityki unijnej (bezkrytyczna otwartość na uchodźców pani Merkel czy też odgórne regulowanie wszystkiego (kontyngenty uchodźców), ale na razie trudno znaleźć Polaka, który na poważnie krytykowałby kierunek, jaki nasze rządy obrały po 1989 r. Sojusz z Zachodem jawi nam się jako przyłączenie do organizmu, z którym byliśmy, w różnych wiekach w różnym stopniu, ale jednak (do 1939 r.) w miarę ściśle zespoleni.

    Co prawda postawa Rosji w Syrii wydaje się (przynajmniej dla laika) nieco bardziej racjonalna (wspieranie legalnej władzy) i jesteśmy w stanie zrozumieć, że USA w Afryce Północnej nieźle namieszało, ale gdzie Syria, a gdzie Europa...???

    Nieprzypadkowo dziś w Trzciance niszczy się mauzoleum Armii Czerwonej, a w Warszawie na Ursynowie rosyjska matrioszka (niewielki sklep osiedlowy z towarami z Rosji) ma już któryś raz z rzędu wybijany szyld, a szyby oblane czerwoną farbą. To wypadkowa obecnych nastrojów.

    Jakkolwiek całkowicie obce są mi tego typu wybryki (co komu, do cholery, przeszkadzają kiszone ogórki z Petersburga lub ichnie grzyby marynowane tudzież naprawdę dobre słodycze???), to rozumiem podatność zwykłego "łysolca" na suflowaną w mediach antyrosyjską propagandę.

    Putin budzi dziś wśród Polaków sympatię (może złe słowo: raczej pewien respekt) dość ostrym stosunkiem do islamistów i tzw. zamordyzmem wobec nich. Zrobił porządek w Czeczenii.

    Otwartość Zachodu na tych, którzy nie trzymają standardów zachodniego ładu społecznego, wydaje się nam, którzy dopiero niedawno poradziliśmy sobie z plagą kradzieży aut, z mafią pruszkowsko-wołomińską, po prostu naiwnością. Nie chcemy mieć tych samych problemów, bo u nas dość duży porządek panuje. Nawet niechętni PO i SLD przyznają, że ostatnie 15 lat to było bardzo istotne podwyższenie bezpieczeństwa publicznego.

    O dziwo, dużo bardziej pronatowskie są polskie kobiety niż mężczyźni (skorzy widzieć w Putinie zbawiciela Europy przed zlewicowaną ideologią gender). I wiele kobiet jest w stanie zaakceptować nieuchronną cenę za związek z zachodem (obecność muzułmańskich uchodźców), byle byśmy tylko na powrót nie dostali się w łapska czerwonego tygrysa.

    Na ile słuszne, a na ile wyimaginowane są to obawy, odpowiedź da przyszłość.

    Bardzo ważny krok uczynił też Komorowski i mające za jego prezydentury zbliżenie między Kościołem Katolickim a Cerkwią Prawosławną. To ważne, by umieć rozróżnić między tym, co odradzające się po latach uciemiężenia komuną (tj. tym, co rosyjskie, ichnie, piękne), a tym, co postsowiecko-imperialne. To niełatwe, ale trzeba spróbowac.
    „Gwiazdy” manipulacji na YouTube.
  • o zapomnianej genezie
    Najgorsze dla nowożytnej Europy, co mogło się stać, to była masakra w Srebrenicy. W jej wyniku Serbowie wybili ponad 8 tys. muzułmanów (mężczyzn i chłopców). To już wtedy zarysował się konflikt, który nie powinien powstać: Prawosławie kontra islam.

    Była to czystka etniczna, która zadziałała jak krucjata antymuzułmańska. Pokój z Dayton przyczynił pośrednio się do tego, że NATO stanęło po stronie boszniaków, a teza Fukuyamy (1989) o świecie, w którym historia się skończyła i wygrał kapitalizm, została obalona. Do dziś nie wiadomo, czy to były konwulsje panslawizmu, czy komunizmu, czy sow-nacjonalizmu, faktem jest, że Serbia dziś jest osamotniona, a dodatkowo utraciła Kosowo (osobiście jestem zdania, że nie ma niezmiennych granic i że demografia to broń równie silna, co armia).

    To wtedy w Europie pojawił się nowy (dla Polaków niezrozumiały) nurt: nurt sojuszu Zachodu z islamem przeciwko Serbii (potem Rosji). Co zyskano? Kosowo.

    Także kryzys na Ukrainie pokazuje to samo pęknięcie: na świat zachodni (łaciński) i wschodni (bizantyjski). Rosja zyskała Krym.

    Dziś po stronie świata zachodniego stoi dawna Rzeczypospolita (z natowskimi Inflantami włącznie), a także Turcja i (mentalnie) przynajmniej połowa Ukrainy, jeśli nie 2/3.

    Świat wschodni (Bizancjum) zdołał zawojować Krym, Ługańsk i Donieck. Nie wierzę w to, by Ukraina po Wielkim Głodzie kiedykolwiek zdołała przekabacić się na prorosyjskość. Lepiej dla niej byłoby odciąć wschodnie (ciążące ku Rosji) prowincje, gdzie jest większość ludności rosyjskojęzycznej, a związać się jednoznacznie politycznie z zachodem, gdyż to świat stabilizacji.

    A muzułmanie?
    Hmm.... Natowska Turcja musi pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

    Sama Rosja natomiast to kraj sprzeczności. Kraj postsowieckiej mentalności, którą trzeba wyrugować (dla dobra Rosji przede wszystkim) oraz kraj niesamowitego potencjału kulturowego, którego nie można zmarnować.

    Dlatego kluczem dla przyszłości Europy jest dziś Ukraina. Oczywiście pozyskanie Ukrainy nie może odbywać się na siłę, bo to byłoby krótkotrwałe. To musi być oddolny, głęboko przetrawiony proces.

    Cierniem w oku dla polskich elit jest Wołyń. W interesie Polski trzeba umieć się wznieść ponad te krzywdy.

    Najpierw był Katyń, potem był Wołyń.
    Załatwmy sprawców Katynia, potem można dopiero rozbierać Wołyń na czynniki pierwsze.

    Osobiście nie mam z Wołyniem tak dużego problemu, jak z Katyniem - łatwiej mi zrozumieć (nie mówię o wybaczeniu, bo mnie to nie dotknęło, ale o racjonalnej kategoryzacji) zbrodnie, które należałoby przypisać inicjatorom - liderom UON - a nie wykonawcom (podburzonym przez politycznych fanatyków niepiśmiennym chłopom), podatnym na hasła Czarnej Sotni (jak pokazała historia, bardzo niewiele trzeba, by Żyda skutecznie podmienić na Lacha), niż programowe ludobójstwo popełnione na elitach (czy to przez Niemców na Polakach w 1939 r., czy przez Sowietów w Katyniu pół roku później) przez kraje, które nominalnie uważane były za główne narody Europy.

    Jednak życie pokazało, że ani 6-letnia III Rzesza (powstała wszak w 1933 r.), ani 22 letni ZSRR (powstały w 1917 r.) nie jest w stanie zmierzyć się z potęgą prawdy cywilizacyjnej kilkusetletniej wielokulturowej Rzeczypospolitej.

    Polska uzna wyrok UE.
    Zgodzi się na relokację uchodźców.
    Czy jesteś za przyjęciem tysięcy islamskich uchodźców?
  • @kula Lis 67 14:53:40
    "72 lata po wojnie, po kilku traktatach międzynarodowych, w tym układu o przyjaźni polsko-niemieckiej z 1990 r, w którym uregulowano wszystkie kwestie (i o odszkodowaniach nie wspomniano)"

    1. A więc nie uregulowano wszystkich kwestii.

    2. Jako osoba w wieku czterdziestu kilku lat nie mam najmniejszego problemu z tym, że Niemcy nie wypłaciły nam odszkodowań. Nie doznałem od tego kraju żadnych przykrości, ba, otrzymywałem od niego stypendium swego czasu, pracowałem w firmach z niemieckim kapitałem. Spędziłem tam kilka lat życia. Nieźle zarabiałem. Nie pokochałem tego kraju wprawdzie miłością ślepą i bezkrytyczną, jak Borys Budka na ten przykład, ale może dzięki temu potrafię ocenić to państwo (znam je od 1989 r.) jako solidny zakorzeniony w cywilizacji zachodniej twór europejski.

    3. Jako osoba w wieku czterdziestu kilku lat nie mam najmniejszego prawa wypowiadać się na temat tego, co Niemcy zrobiły moim rodakom. Niektórym wypłacono symboliczne (lub nie, nie mi oceniać) odszkodowania, inni się ich zrzekli, jeszcze inni uważali, że fundacja "Pojednanie" i te grosze to było plunięcie im w twarz. Trudno mi oceniać. Niektórzy spędzili na (dobrowolnych) robotach w Niemczech lat kilka, inni byli tam więzieni i przez całą wojnę musieli na rzecz III Rzeszy ciężko pracować, a jeszcze inni stracili życie/bliskich/zdrowie.

    Co do tej pierwszej grupy - moi dziadkowie do niej należeli (tuż po wybuchu wojny dobrowolnie zgłosili się na roboty do Niemiec, gdyż tu bida piszczała) i nie doznali od Niemców przez 5 lat wojny niczego złego, a jeszcze z fundacji "Pojednanie" na starość otrzymali kilka tysięcy marek niemieckich - można uznać, że w tego typu przypadkach sprawa jest załatwiona.

    Roszczeń grupy II i III nie ogarniam i oby nie dane mi było musieć na ten temat decydować. Potrafię jednak sobie wyobrazić, że ci, którym zabito najbliższych będących osobami cywilnymi, żadne odszkodowanie nie wynagrodzi tej szkody. Jednocześnie jakieś kryteria zadośćuczynienia przyjąć trzeba.

    Na czysty rozum - prawo cywilne zna coś takiego, jak utracone korzyści. Każde polskie powojenne pokolenie mimo wszystko musiało startować z zupełnie innego pułapu materialno-cywilizacyjnego, niż gdyby startowało z hipotetycznego pułapu, na jakim znajdowałby się nasz naród, gdyby nie hekatomba II w. św. Czysto racjonalnie: Niemcy poniosły także olbrzymie (chyba największe) straty w wybiciu zębów komunistycznemu molochowi ze Wschodu. Po części doszło do tego także w naszym interesie (co prawda my, Polacy, nie obroniliśmy się przed komunizmem, ale dzięki temu, że zatrzymał się na Łabie, mieliśmy wsparcie stamtąd przez całe lata powojenne).

    Potrafię więc wyobrazić sobie zasadność miarkowania odszkodowania: szkody nasze powinny być odpowiednio pomniejszone z uwagi na straty, jakie Niemcy ponieśli w walce z komunizmem.

    Z drugiej strony finansowane to było także rabunkową gospodarką prowadzoną na naszym terytorium oraz śląskim rekrutem. Więc i to miarkowanie musi podlegać pewnemu ograniczeniu.

    Co do Ziem Zachodnich i zaliczenia ich na poczet odszkodowania: pierwszym tego warunkiem jest definitywne uznanie granicy na Odrze i Nysie przez parlament niemiecki. A tego na razie nie ma. Takie uznanie musi być sprzężone z kwestią odszkodowań i dopiero kompleksowe uregulowanie tych spraw, połączone z wiążącymi prawnie ustaleniami co do wysokości odszkodowania, pozwoli definitywnie zakończyć tę sprawę. A to leży w interesie wszystkich.

    Świat współczesny nie będzie światem sprawiedliwym, gdy te kwestie nie zostaną uregulowane. Nie ma innej możliwości, niż dogadanie się w drodze negocjacji.

    A gdy nie ma zgody co do podstaw/wysokości/zasadności, istnieje coś takiego jak MODELOWANIE (sprawdzenie, jak dany układ odniesienia zachowuje się w takich, a jak w innych warunkach). Różnica jest przecież mierzalna. Tylko że musi istnieć zgoda wszystkich zainteresowanych na tego typu modelowanie nierozwiązywalnych pozornie sytuacji.
    Biskupi w totalnej opozycji
  • @Repsol 15:48:59
    "Prawo jest prawem. Nie ma znaczenia to, kto jest stroną kredytu."

    Sytuacja polskich frankowiczów to najlepszy przykład na to, że rządzi nami niesprawiedliwe prawo.

    Jednak dla zwykłego Kowalskiego nawet niesprawiedliwe prawo jest prawem (przez małe "p", ale jednak). Bo zwykły zjadacz chleba powszedniego nie ma możliwości przeciwstawienia się egzekucji komorniczej.

    Wiara w obietnice kandydata na prezydenta RP to naiwność. "Nikt Wam tyle nie da, ile ja mogę obiecać" - to naczelna zasada każdej kampanii wyborczej w każdym systemie demokratycznym, od Władywostoku po Alaskę.

    Kandydat na RP Andrzej Duda nie miał mocy zaciągania wiążących zobowiązań, tym bardziej, że nie miał władzy ich zrealizować, ani jako kandydat, ani jako prezydent. W przypadku kampanii wyborczej występuje coś takiego, jak "oczywista niemożność świadczenia" i dochodzenie od Dudy tego, co powiedział, świadczy o nieznajomości realiów. Tak samo postępują muzułmanie w Niemczech, którzy usłyszą, że można iphona kupić za 1 euro, i żądają go dokładnie za tyle (oczywiście jest to początek umowy, raty są ukryte na lata).

    Potem Duda coś tam przedłożył i mu to prawnicy wyśmiali. I taka jest władza prezydencka w Polsce..... słaba.

    Jakkolwiek współczuję rodzinie tragicznie zmarłego, to jednak trzeba powiedzieć, że polityka (o ile społeczeństwo jest nie całkiem wyedukowane) jest taką brzydką grą, że wygrywają w wyborach zawsze obietnice, a nie konkrety. Po prostu nie można się tego chwytać.

    Ci, co brali przykład z Lecha Kaczyńskiego (kredyt we frankach), nie mieli prawa go naśladować. On miał stałe regularne dochody (przynajmniej jako prezydent Warszawy i prezydent RP). Zwykły Kowalski dziś ma firmę, jutro może jej nie mieć.

    Mi się PiS (i Duda+Szydło z czasów kampanii) akurat nie spodobał z innej przyczyny: obietnicą przywrócenia niskiego wieku emerytalnego zagrał pod publiczkę. Niski wiek emerytalny przywrócono wprawdzie, ale uważam, że jest to działanie na szkodę państwu polskiemu.

    Realista Tusk miał lepszą wizję: nie ma, niestety, innej recepty na "ład społeczny" niż wydłużenie momentu przejścia na emeryturę, w sytuacji, gdy jednocześnie współwystępują 3-4 istotne czynniki: starzejące się społeczeństwo + coraz lepsze zdrowie + coraz niższa dzietność + coraz mniej wypadków drogowych + coraz mniej zgonów z powodu alkoholu.

    Idealnym podatnikiem dla ZUS-u jest ktoś, kto umiera tuż przed 65 r.ż. albo do pół roku po przejściu na emeryturę, a jego żona ma wyższą emeryturę od niego.

    Takich osób, których zgon dopada właśnie wtedy, jest coraz mniej. Stąd problemy ZUS-u.

    Trzeba wydłużenia momentu przejścia na emeryturę. Pisowska olimpiada dla ludu (to, co teraz mają emeryci, czyli doczekanie się "swego") czkawką odbijać się będzie w pokoleniu dzisiejszych 30- i 40-latków.
    Czy prezydent RP międzynarodowym banksterom się kłania?
  • ciekawe to.
    Na przełomie lat 80-tych istniała przepaść między poziomem poloneza o - dajmy na to - takich hyundai czy toyot, zarówno w kwestii zużycia paliwa jak i komfortu jazdy czy bezpieczeństwa i niezawodności technicznej. Nie byliśmy w stanie wytrzymać konkurencji.

    Jednak w epoce, w której 90% podzespołów wykonywanych jest przez podwykonawców, producent samochodów staje się raczej nadzorcą powszechnego stanu zaawansowania podzespołów, podmiotem przeprowadzającym przetargi i fabryką składającą pojazdy z tych zamówionych części. Wystarczy dobrze je zaprojektować. A z czasem każdą część zamienną, każdy podzespół, trzeba oczywiście projektować w kraju. Nie ma sensu projektować na nowo skrzyni automatycznej, skoro cały świat doprowadził ją do perfekcji.... wystarczy ją za dobrą cenę kupić.

    Rozumiem, że trudno o to było po 1989 r., gdy nie mieliśmy dostępu do zachodnich podwykonawców.

    Rozumiem, że upadek polskiego przemysłu motoryzacyjnego był na rękę konkurencji (potężny 40-mln rynek zbytu tuż pod nosem RFN).

    Ale żeby po wejściu do UE (i jeszcze bardziej Schengen) nie pomyśleć o reanimacji własnego przemysłu samochodowego? Po co płacić prowizję fabrykom składającym auta pod nazwą Mercedes, Audi, Peugeot czy Opel? Przecież opływowa syrena, gdyby ją dobrze doposażyć, bez problemu mogłaby (przynajmniej wizualnie i cenowo) w swej wersji sportowej konkurować z porsche, a nikt nie ma prawa zarzucić nam plagiatu. Zresztą Polacy zawsze byli kreatywni - jest kilka nisz, których zachodnie auta nie wypełniają (np. auta półrodzinne-połsportowe (dla trzech osób, z kołem zapasowym w miejscu czwartego pasażera, ale za to z dużym bagażnikiem) czy też duże auta rodzinno-wczasowe na 5 osób (wielka ławka dla 3 dzieci z tyłu) (Polacy (i nie tylko, także Niemcy) od zawsze chętnie jeździli pod gruszę i wczasy aktywne, a duży bagażnik w Polsce zawsze był w cenie). Do tego cała masa akcesoriów: bagażniki dachowe, platformy rowerowe itd. itp. Nawet duże auta rodzinne są dziś za małe na 5-osobową rodzinę, a kupować tych 7-osobowych nie ma sensu.
    Odbudujmy polski przemysł samochodowy!
  • @Ziut Polskę Zbaw 08:38:28
    "Duda zapewnił Karczewskiego, że weta nie będzie"

    Może to był Piotr Duda?

    A może Duda mówił o innym wecie?

    A może rozmowa Duda-Karczewski odbyła się 6 lat później, a Karczewski trafił nie do tego przedziału czasoprzestrzeni?

    A może Duda mówił Karczewskiemu o swoich przewidywaniach co do podpisania Traktatu Lizbońskiego przez Lecha Kaczyńskiego?
    TW PREZYDENTA: Czy Prezydent "rżnie gł*pa" że ich nie ma? :D
  • @Ziut Polskę Zbaw 08:38:28
    No i mamy skandal szanowni Państwo! /// Duda "rozpatrzył" apel zgodnie z wolą fundacji Sorosa!


    Buahahaha.......!

    (1) Jeśli - hipotetycznie - we wrześniu 2017 r. na forum międzynarodowym, z uwagi na wydarzenia w Rosji, będzie toczyć się burzliwa dyskusja na temat tego, czy aby nie należałoby rozszerzyć strefy Schengen - jeszcze przed przyjęciem doń Bułgarii i Rumunii (wciąż są w poczekalni) - o Okręg Kaliningradzki....

    (2) Jeśli w przeddzień podjęcia oficjalnych decyzji ja, jako szeregowy mieszkaniec Mazur, żyjący obficie z handlu z Rosjanami do czasu zlikwidowania małego ruchu przygranicznego między RP a Rosją, przewidując tok rozumowania decydentów wystosuję taki oto apel:

    -"Niniejszym, jako Samozwańcza Mazurska Grupa na Rzecz Zwartości Terytorialnej Europy apeluję do wszelkich władnych organów o to, by rozszerzyć strefę Schengen na Kalinigrad"

    i (3) jeśli dziwnym zbiegiem losu dojdzie do akcesji Okręgu Kalinigradzkiego ze Strefą Schengen, to:

    czy spójność mojego apelu z decyzją unijną oznacza to, że ktokolwiek się mnie słucha????????
    TW PREZYDENTA: Czy Prezydent "rżnie gł*pa" że ich nie ma? :D
  • @Robik 14:14:18
    ... przecież 90% członków Klubów Inteligencji Katolickiej, którzy popierali Solidarność, 10 lat wcześniej krzyczała wniebowzięta: "Pomożemy"!
    Powrót do PRL
  • @autor
    Genialny wstęp:

    "Okazało się, że nie jestem Polsce potrzebny z moimi umiejętnościami. Jakie zatem mam zobowiązania wobec kraju, który mnie nie potrzebuje? Może, gdyby nie słaba pozycja Polski w negocjacjach z Unia Europejską, dostalibyśmy większe „kwoty” mleczne, pomidorowe, ogórkowe itd., moglibyśmy więcej produkować i mógłbym pracować w kraju. Ale... ile bym w kraju zarobił? Ze cztery – pięć razy mniej. Za te pieniądze nie byłbym w stanie utrzymać rodziny. Jak powinno w takiej sytuacji wyglądać patriotyczne podejście?"

    Właśnie upośledzenie rynku pracy - moja teza - to przyczyna, dla której tak długo przy władzy utrzymywała się PO (wywodząca się z komuny proeuropejska grupa polityków o "giętkiej" osobowości, rzekomo realizmem zwanej) i nadal utrzymują się grupy post-komunistyczne (PiS, zwłaszcza pisowski beton, taką grupą jest, rządzącą wprawdzie dobrze i absolutnie w interesie narodu, ale mentalnie tkwiącą w innej epoce - 500+ to absolutnie trafiona w czas i miejsce kroplówka (najlepsze lekarstwo dla narodu od czasów Gierka), ale ten naród na dłuższą metę potrzebuje czegoś innego, niż kroplówki: potrzebuje DOBRZE PŁATNEJ STABILNEJ PRACY, zgodnej z kwalifikacjami. Bez gruntownej reformy rynku pracy (odchudzenia opodatkowania zatrudnionych), bez uwolnienia wielu potencjalnych gałęzi działalności, które są hamowane nieżyciowymi przepisami (np. wysokim ZUS-em dla zaczynających działalność gospodarczą), nic nie pójdzie do przodu.

    Problemem jest deprecjacja humanistów, nauczycieli i wychowawców. Po 1989 r. państwo polskie im powiedziało: jesteście ZEREM.

    Pewne stanowiska i etaty państwo powinno opłacać, dla wyższej korzyści, bo one są bardzo potrzebne (nauczyciel, specjaliści okołomedyczni, specjaliści od pozaszkolnych zajęć fizycznych, trenerzy, korektorzy wad wszelakich itd.) - gdyby te zajęcia były np. w 3/4 finansowane przez państwo, domy kultury, świetlice, sale tańca i kluby sportowe itp. by rozkwitły, a młodzi ludzie zostaliby oderwani od komputera. I nie chodzi tu o hodowlę rekordzistów, ale np. o tzw. bardzo popularny w USA lekkoatletyczny ogólnofizyczny trening sprawnościowy (aerobik, pięciobój, triatlon, lekkoatletyka rozrywkowo-sportowa, np. skok wzwyż czy w dal tudzież sztafeta mieszana dla każdego (50 kg - 60 kg - 70 kg i 80 kg), z naciskiem na element zabawy i integracji, a nie rywalizacji.

    Postkomuna będzie długo umierać. Jej resztki będą długo walczyć o zachowanie stanu posiadania (politycznego i materialnego).

    Mój ogląd spraw jest taki: Postkomuna już umarła, nie zdołała przejąć władzy (2016 r. i rzekomy pucz duetu Petrusketino), jednak na jej miejsce jeszcze nikt się nie zjawił, kto potrafiłby ten bajzel uporządkować.

    Nadzieja w Dudzie i środowisku wokół niego zgromadzonym.

    Jednak pokolenie rówieśników Dudy mentalnie jeszcze 5 lat potrzebuje na dorośnięcie do spraw polskich: na razie mentalnie w innym wymiarze tkwią: lewica zajmuje się emigrantami i zwalczaniem islamofobii, prawica "krytycznie" nadrabia braki wiedzy o Europie, zajęta utrzymaniem pracy i niepotrafiąca zrozumieć, że ten wolny rynek jest jakiś taki strasznie płytki, a Europa jako sieć naczyń połączonych nie funkcjonuje (poziom wynagrodzeń się nie zrównał, choć poziom cen nieruchomości - i owszem). Wszystko to powoduje rozczarowanie i szukanie rozwiązań alternatywnych (właśnie to rozczarowanie liberalizmem wyniosło PIS do władzy i każe młodym w nich lokować swą wiarę). Na tani przekaz TVN nabrać się mogą 13-15 latkowie: maturzyści już potrafią myśleć o wiele bardziej samodzielnie.
    Patriotyzm z punktu widzenia Górnoślązaka

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej