Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
0 postów 1927 komentarzy

maharaja

Moje komentarze

  • @autor
    "moja ulica murem podzielona" - dla części z nas bożyszczem byłby (bo nie mówię, że wcale taki jest) Antoni Macierewicz salutujący na baczność przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego i obiecujący marsz na Moskwę, ku uciesze gawiedzi, dla drugiej połowy - Bartosz Arłukowicz, który jeszcze bardziej, niż spraw dotyczących patriotyzmu i Ojczyzny, nie lubi chyba tylko służby zdrowia.

    Jakoś tak jest, że ta żółć w nas jest baaardzo mocno zakorzeniona i ona się rozlewa, zarażając sobą innych, w mniej lub bardziej nieoficjalnych forach, gronach rodzinnych i nieformalnych spotkaniach znajomków i każdy próbuje jak najszerszą partię po swojej stronie zbudować.

    a ja mam takie nieodparte wrażenie, że ktoś (tylko kto?) jednak czerpie niewysłowioną radość z tego, że się udaje tak skutecznie Polaków skłócić ze sobą.

    A na koniec i tak media tym najgorszym zrobią i tak JK, który - nazywając rzeczy po imieniu - rzuci nieco ostrzejsze mięsiwo w eter.
    Polska upodlona pozorami niepodległości.
  • @RO 03.11.2018 06:04:21
    Tak właśnie uczynię.
    AMEN-Autobiografia Naukowa- Odc.13
  • autor
    Zgłupłem od dwóch odcinków. Co to w ogóle ma być????

    Spowiedź czy duma z trofiejnego??? Bo nie jestem pewien... autor chyba także.

    Jeśli spowiedź (bo widzę, że jest z czego), to nie trzeba tego robić na forum, wystarczy kapłanowi do ucha. Ale warunkiem skutecznej spowiedzi jest żal za grzechy i postanowienie poprawy (a niekiedy także zadośćuczynienie), a nie raczenie tuzinów (a może i tysięcy) czytelników własnym życiorysem z pikantnymi szczegółami.

    Jeśli natomiast prezentowanie trofeów (duma z podbojów młodości), to - sorry - momentami to nie całkiem smaczne.

    Gdyby jednak mimo wszystko wolał Pan spowiedź publiczną jako najadekwatniejszą formę rozprawienia się z własną przeszłością, to radziłbym nie afiszować się z oryginalną (indywidualną) ortografią i interpunkcją, tylko w poszanowaniu dla ogólnie przyjętych norm i wrażliwości czytelnika radziłbym jednak nauczyć się nieco lepiej posługiwać powszechnie przyjętymi zasadami polskiej interpunkcji.
    AMEN-Autobiografia Naukowa- Odc.13
  • @Husky 20:08:11
    Najlepszą diagnozę przyczyn "klęski" tej kampanii ("klęski" w cudzysłowie, bo jednak PiS wygrał), dał Coryllus w dialogu z Orłem w Centrum Ronina: "przestać epatować biedą".

    A poza tym: "angażować emocje tych, którzy głosują, odgrywające rolę przy podejmowaniu decyzji o głosowaniu" a nie abstrakcyjne rewiry podświadomości narodu (spot o emigrantach nie trafiał w ogóle do wyborcy podejmującego decyzję w wyborach samorządowych).

    Jak odzyskać Wielkie Miasta? Bardzo prosto: Dać wyborcy realny przykład / wzór / model sukcesu i NIEZALEŻNOŚCI. I, co ważne, totalnej niezależności, umiarkowanego sukcesu, nie na odwrót. Bo w totalny sukces nikt nie uwierzy. A niezależność jest celem i jest możliwa do osiągnięcia.

    Nie w polityce, ale w gospodarce.
    Niedziela - kubeł zimnej wody na PiS
  • Oświat
    "... jak kto odczuwa interpunkcję"

    No nie mogę.

    Ktoś tu albo nie przeszedł etapu wyżycia się w młodości, że obecnie w anarchistyczny kult podświadomości wpada, albo z tego etapu nie wyszedł.

    Szkoda, że nie żyjemy wg tego, jak odczuwamy normy regulujące ruch drogowy, grę w szachy czy sposób regulowania należności pieniężnych. Byłoby ciekawie.

    Był taki jeden, geniusz, który ponoć miał intuicję. Na imię miał Lech Wałęsa. Tylko że były czasy, w których ta intuicja mogła być jakimś tam drogowskazem.

    Nieco później (tj. w czasach, w których już trzeba było ponieść odpowiedzialność za własne słowa), skończył marnie, z 1% w wyborach z 2000 r., a obecnie lewituje w obszarach politycznego niebytu, próbując za wszelką cenę zaistnieć i raz do roku urządzając przyjęcia na Polance dla mecenasa Marcina Matczaka i podobnych.

    Dziś się próbuje z niego zrobić symbol - tylko tyle z tej jego intuicji pozostało.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:09:24
    Nikt nie lubi lustereczka, które pokazuje prawdę.

    Gdyby nie było wartości merytorycznej w Pana wypowiedziach i wypowiedziach p. Opary, nie chciałoby mi się uświadamiać Panów o deficytach. Dla niektórych nieistotnych, dla innych dość uciążliwych.

    Tylko tyle mogę uczynić.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @tańczący z widłami 19:02:07
    też krzyczałem w obecności mojej wychowawczyni hujjaaa!

    I to jest też tylko moje.
    AMEN - Autobiografia Naukowa - Odc. 8
  • @maharaja 16:55:59
    Sienkiewicz i Mickiewicz pisali absolutnie poprawną polszczyzną, jeśliby ją oceniać z perspektywy ówcześnie panujących norm językowych, ba, nadawali jej ton.

    Oczywiście może Pan próbować być Salvadore Dali polskiej interpunkcji, ale to do niczego dobrego nie doprowadzi... Wałęsy i tak Pan nie przebije.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @Ryszard Opara 15:50:45
    Sorry, ale muszę to napisać:

    Czym innym jest styl, a czym innym przestrzeganie zasad pisowni.

    Wie Pan, kiedy ekstrawagancja stylu (tudzież pewne nieścisłości ortograficzno-interpunkcyjne) naprawdę smakują? Gdy wszystko inne gra, pasuje i mieści się w określonych ramach, tzn. bazuje na określonych zasadach.

    Natomiast w otoczeniu anarchistycznym nikt nie jest w stanie się żadnym stylem wyróżnić. Panuje nieład.

    A w kwestii stylu:

    Treść wypowiedzi tak ma się tak do formalnej poprawności języka, jak styl ubioru do higieny. Może w ten sposób Pan pojmie, o co chodzi...

    Jeśli z taką samą niefrasobliwością merytoryczną podchodził Pan do kwestii związanych z prowadzeniem portalu, to ... współczuję wszystkim tym, którzy się w to zaangażowali.

    A szkoda, bo ciekawie Pan pisze.
    Szkoda tego uszczerbku dla treści, które w Pana wypowiedziach są zawarte. Niepotrzebnego uszczerbku.

    Zresztą p. Wojtas (jeden z bardziej rozpoznawalnych blogerów) wcale niewiele lepiej pisze, też z interpunkcją jest na bakier.

    Dla blogera język jest tym samym, czym czyste ręce dla chirurga.
    Powinien Pan tego być świadomym.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @tańczący z widłami 13:12:01
    ... na Youtube była zapewne dostępna wersja nieoficjalna, tzw. demo.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @tańczący z widłami 11:11:47
    1. Czasem sobie nie uświadamiamy własnych deficytów i warto, by ktoś nas w tym uświadomił. Po to owa korekta była.
    2. Na brak zajęcia nie narzekam, dziękuję.
    3. Edytor nie tylko p. Oparze, lecz całemu portalowi by się przydał. Z interpunkcją jest różnie, od fatalnie aż po średnio, z resztą nieco lepiej. Ortografów tu niewiele, ale błędów synktaktycznych dość dużo.

    No i na potęgę blogerzy piszą "mimo, że", choć w tym złożeniu przecinek powinien być bezwzględnie przed "mimo".
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @tautor
    [Oto próbka tego, jak ten tekst po wstępnej (roboczej) korekcie powinien wyglądać (jest to 2/3 całości powyższego odcinka, dalej niestety nie zrobiłem, muszę wyjść). Proszę sobie zrobić porównanie w Wordzie Pana wersji z tym, co poniżej - zobaczy Pan, ile drobnych niedociągnięć interpunkcyjnych i literówek jest w Pana tekście: "jak" zamiast "niż", "poprzez: zamiast "przez" itd. itp. Proszę poprosić jakąś bezstronną osobę o opinię, który z tych tekstów się lepiej czyta.]

    Przerwa w życiorysie i powrót na WAM przez Bydgoszcz – Zalesie. Na marginesie dodam, że jest to fakt bezsporny z mojego życia. A do tego jeszcze pokrywający się z naczelnym motto naszych starszych braci w wierze -"Nie ma lepszego interesu niż handel”.

    ODCINEK 9.
    Przerwa w życiorysie studenta i powrót na WAM przez Bydgoszcz – Zalesie.

    Następnego dnia rano rozliczyłem się ze wszystkiego z szefem kompanii WAM, oddałem książki, mundur, karabin. Zajęło mi to dwie godziny. Resztę, swój bardzo skromny dobytek, spakowałem do starej, pożyczonej walizki. Ubrałem się po cywilnemu, w garnitur, nie miałem jednak żadnego ubrania na zimę ani kurtki czy czapki. Przyjechałem na WAM latem.

    Bez zbędnych słów pożegnania i udawanej litości wyszedłem na ulicę Źródłową, zanim moi koledzy wrócili z zajęć. Było smutno, szaro, zimno i deszczowo. Typowy polski listopad.

    Ja - bezdomny - wolno i pieszo poszedłem na dworzec Łódź Fabryczna.

    Wsiadłem w pociąg do Bydgoszczy. Pojechałem tam przez Warszawę, która tego smutnego dnia wydawała mi się zupełnie jakaś dziwnie obca, nieznana, deszczem zapłakana. Pociąg stał tam na stacji parę godzin.

    Następnego ranka byłem na miejscu. Poszedłem pod wskazany adres.

    W domu nie było nikogo, czekałem 6 godzin na klatce schodowej, aż rodzice Andrzeja wrócą z pracy. Przyszli ok. godz. 17.00, wyrażając zdziwienie, że przyjechałem tak szybko. Syn ich uprzedził o tym, co się stało, jednak oni nie przypuszczali, że mimo wszystko zdecyduję się na ten krok. Tata Andrzeja był dyrektorem szkoły i przez kilka pierwszych dni pobytu próbował przekonać mnie, abym mimo wszystko wrócił do domu. Własnego. Robił to z dobrego serca, kierując się zdrowym rozsądkiem rodzica i pedagoga. Pytał mnie o adres i telefon do mojej mamy; skłamałem, że nie mamy w domu aparatu. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że rodzice Andrzeja mają ze mną problem wychowawczy i że powinienem coś z tym fantem zrobić.

    Parę dni potem, wychodząc z ich mieszkania, w drzwiach wejściowych spotkałem faceta zamiatającego schody. Był dozorcą. Zagadnąłem go, a następnie zapytałem go wprost, czy nie mógłbym u niego pracować w zamian za parę groszy i mieszkanie. Jak się okazało, mieszkał sam, a ponieważ tego roku zima zaczęła się już w listopadzie i było sporo śniegu, zaproponował mi pracę sprzątacza i odśnieżacza. Zgodziłem się. Tego też samego dnia, przeprowadziłem się do niego. Miałem własne łóżko, za które płaciłem pracą, nikomu nie sprawiając kłopotów ani dylematów.

    Tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu - etap studenta medycyny.

    W ciągu dnia pracowałem u dozorcy za marne grosze, wykonując wszystkie jego prace i polecenia, a wieczorami pisałem listy i wysyłałem je do Łodzi. Andrzej przesyłał całą korespondencję do mojej mamy, a zwykle po tygodniu miałem odpowiedź. A więc korespondencja pocztowa, czyli wszystko bez większych zmian.

    Pewnego dnia, podczas sprzątania klatki schodowej, pewna „starsza pani” (miała chyba ok. 30 lat), zapytała mnie, co ja tam robię? Widywałem ją zresztą przelotnie, każdego poranka. Byłem nieco zaskoczony jej ciekawością. Zapewne chciała sobie ze mną pogadać. Zacząłem więc opowiadać jej swoją historię, trochę chaotycznie. W pewnym momencie ona przerwała i zaprosiła mnie do siebie na górę.

    Odpowiedziałem, że mogę przyjść po pracy, gdy skończę. I tak też zrobiłem. "Starsza Pani" miała ładne, nieduże mieszkanko, takie dość przytulne, pachnące kobiecością. Kiedy tam wszedłem, nieznajoma, puściła na początek płytę Niemena, który tak na marginesie był wtedy moim ulubionym artystą. Lubiłem szczególnie utwór „Pod Papugami”, no i oczywiście „Wspomnienia”. Nieznajoma na imię miała Anna.

    Spędziliśmy miły wieczór przy herbatce i ciastkach. Tym razem, w sposób uporządkowany, jak na spowiedzi, opowiedziałem jej swoje ostatnie przeżycia. Nie wspomniałem absolutnie nic o mojej niepełnoletności.

    Zaczęło się robić bardzo sympatycznie… Jednak gdy Ania dowiedziała się, że mieszkam u dozorcy, dziwnie się zaniepokoiła. Powiedziała mi, bym bardzo na niego uważał, bo to facet nieuczciwy. Nie chciała nic więcej wyjaśniać, jednak widać było po niej, że myśli o tym.

    Gdy o północy opuszczałem jej urocze gniazdko, zaskoczyła mnie całkowicie. Zaproponowała, bym się może jeszcze zastanowił i przeprowadził do niej. Na razie, jak czule stwierdziła, mieszka sama, bo jej „narzeczony” pływa po morzach i oceanach i nie wiadomo, kiedy wróci. Nie bardzo wiedziałem, co o tym sądzić, ale też niewiele mi to przeszkadzało.

    Następne wieczory najczęściej spędzałem u niej. Kilka razy zwabiła mnie też, „na dłużej, abym trochę posprzątał jej zaniedbane, opuszczone gniazdko”. Sielanka trwała krótko - pewnego dnia jej „marynarz” niespodziewanie powrócił i nasze kontakty zrobiły się bardzo oficjalne. Gniazdko już sprzątał ktoś inny. Kiedy ten inny w końcu wyjechał, Ewa cicho, tak przelotnie, na klatce schodowej poinformowała mnie, że marynarz zostawił ją „przy nadziei”. I tak oto skończyła się nasza krótka, sąsiedzka fraszka i przygoda.

    Wróciłem do codziennego dnia i do zamiatania u dozorcy. Wkrótce okazało się, że Ania miała rację, jeżeli chodzi o mego „pracodawcę”. Tegoż właśnie dnia położyłem się spać trochę wcześniej. Około godz. 23 poczułem, że ktoś gładzi mnie po włosach, wchodzi do mojego łóżka, wkłada rękę w spodnie mojej piżamy. Początkowo myślałem, że to jakiś zły sen. Po chwili, w półmroku księżyca, ujrzałem dozorcę. To nie był sen! Zaczął do mnie gadać jakieś bzdury, przekonywać o czymś tam. Zerwałem się jak oparzony i natychmiast, w samej tylko piżamie, wyskoczyłem na korytarz.

    Usiadłem na schodach, nie bardzo wiedząc, co mam robić. Znów było nieprzyjemnie, ciemno, zimno. Po pół godziny drzwi mieszkania dozorcy otworzyły się i dozorca bez słowa komentarza wystawił walizkę z moimi rzeczami na zewnątrz. Ubrałem się. Przynajmniej było cieplej. Resztę nocy przekimałem na klatce schodowej.

    Rano ojciec Andrzeja, wychodząc do pracy, zauważył mnie i zapytał o powód mojego nocowania na klatce schodowej.
    Odpowiedziałem tylko, że dozorca w środku nocy wyprosił mnie z mieszkania. Nic więcej. Ojciec Andrzeja wziął mój bagaż i kazał iść z powrotem do siebie. Powiedział tylko jakieś tam słowa o niepoprawności i głupocie młodości.

    W połowie grudnia dostałem od mamy długi list z zapytaniem o to, czy mam zamiar, przyjechać do domu na święta Bożego Narodzenia. Odpowiedziałem, że oczywiście tak. Pojawiłem się w Warszawie rano w niedzielę 24.12.1967 i spotkałem się z rodzicami na Dworcu Głównym.

    Mama przywitała się ze mną bardzo czule, z łezką w oku. Skomentowała, że coś marnie wyglądam, że chyba bardzo schudłem. Po chwili zapytała: "- A gdzie twój mundur podchorążego, syneczku"?

    Zacząłem coś tam bąkać pod nosem. Niestety, nigdy nie umiałem dobrze kłamać. Mama przerwała mi w pół zdania:
    - Syneczku, kochanie, my dobrze wszystko wiemy. To, co się stało i co się teraz dzieje z Tobą.

    Osłupiałem. Z powodów oczywistych było mi niewymownie głupio.

    Okazało się, że mama, wiedziona instynktem kobiety, a do tego jeszcze nauczycielki, zaczęła podejrzewać, że coś ze mną jest nie tak. Ponieważ jednak otrzymywała moje listy z zapewnieniami, że wszystko jest OK, przez dłuższy czas mimo tych obaw i złych przeczuć wierzyła w to, co jej pisałem.

    Pewnego jednak dnia, nie wytrzymała i pojechała na WAM do Łodzi. Tak na wszelki wypadek. Bez uprzedzenia. Tam oczywiście wszystkiego, dokładnie się dowiedziała. Jako kobieta i matka zrobiła olbrzymią awanturę komendantowi oraz wszystkim moim przełożonym. Rozmawiała też z moimi kolegami. Krzyczała, nie czując respektu przed generałami; groziła złożeniem skarg, wyciągnięciem konsekwencji:

    "- Jak można było nie poinformować matki o tym, co stało się z jej niepełnoletnim dzieckiem!"

    Komendant musiał gęsto się tłumaczyć twierdząc, że nie miał wyjścia; nie wiedział, co tak naprawdę ma ze mną zrobić.
    Oczywiście musiał mnie ukarać, choćby dla przykładu. Jednak moja niepełnoletność była dla niego dużym problemem.

    Sytuacja zrobiła się bardzo niezręczna, więc w końcu, by załagodzić sprawę, przekazał mojej mamie, że komenda WAM-u, po całym tym zdarzeniu i po kilku naradach oceniła mnie jako człowieka honorowego i zdecydowała przyjąć mnie z powrotem na studia, już bez żadnego egzaminu.

    Taka wiadomość została jej przekazana na szybko. Załagodziło to gniew matki, która potem, rozmawiając z Andrzejem, ustaliła, co się ze mną dzieje. Napisała do mnie list i tak właśnie, począwszy od tej Wigilii, znowu byliśmy razem.
    Dla mnie to był najwspanialszy prezent życia, jaki dostałem na Wigilię od Św. Mikołaja.

    Potem otrzymywałem inne, różne dary losu, ale to właśnie tamten dzień, tamta Wigilia była dla mnie wyjątkowa i niezapomniana. I tak oto, na Dworcu Głównym w Warszawie, rozpoczął się kolejny etap mego życia.

    Wróciłem do swego Zalesia, wiedząc, że od października będę ponownie studentem - podchorążym WAM.

    Następne miesiące minęły jak z bicza strzelił. Trochę pracowałem, trochę studiowałem, trochę też się bawiłem.
    W domu zrobiło się nagle nieco luźniej, gdyż mój starszy brat poszedł do wojska, do służby zasadniczej, a w dodatku wuj z rodzinką wyprowadzili się do innego, przyznanego im mieszkania komunalnego.

    Ponieważ nigdy nie potrafiłem żyć bez pracy, zajęcia czy jasno określonego celu, a chciałem też mieć też trochę grosza, zacząłem pracować w sklepie z materiałami budowlanymi.

    Ojciec, zasiadając w Zarządzie Gminnej Spółdzielni, został kierownikiem tego sklepu. W tamtych czasach towary takie jak cegła, cement, blacha były tzw. „towarami reglamentowanymi”, bardzo poszukiwanymi na rynku. Wszyscy chcieli się budować lub prowadzić jakąś produkcję, wytwórczość i tych towarów potrzebowali.

    Ta praca okazała się więc dla mnie nie tylko ciekawym doświadczeniem, ale też dość intratnym zajęciem, zwłaszcza że tata dużo jeździł po kraju, zdobywał „po znajomości”, różne towary, a ja siedziałem w sklepie i handlowałem, razem z ciotką, która na szczęście zajmowała się głównie księgowością. Wszystkie ważniejsze decyzje należały więc do mnie, jako jego nieformalnego zastępcy, oczywiście po uprzednim uzgodnieniu ich z ojcem.

    W wszystko to mimo mojej niepełnoletności, o której nikt oprócz mnie zapewne nie wiedział. Nawet ojciec chyba też o niej zapomniał.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • @Ryszard Opara 09:16:02
    Bardzo fajne to, co Pan pisze i ciekawe, ale odczuwam, szczerze mówiąc, pewien dość istotny dyskomfort. Bardzo ciekawa treść, oryginalne uwagi i bardzo wartko idą te wspomnienia, ale - niech Pan wybaczy tę szorstką szczerość - dość "przeciętnie" posługuje się Pan polszczyzną, chwilami nawet słabo. Niepotrzebne trzykropki, myślniki, średniki niezgodnie z zasadami interpunkcji, duże litery nie tam, gdzie trzeba, przemieszanie mowy zależnej z niezależną, nietrafne przenośnie - to wszystko obniża jakość lektury i rangę Pana tekstów. Warto byłoby dać to zawodowemu edytorowi, biegłemu w polszczyźnie, przed publikacją.
    AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9
  • autor
    1. Dlaczego wolność gospodarowania musi być koniecznie "rodzinna", a nie np. indywidualna?

    2. Co się kryje pod zbitką "integracja przestrzeni edukacji"? Z czym niby ta przestrzeń ma zostać zintegrowana?

    Diagnoza na polską edukację jest jedna, od wielu lat ta sama: Odciążenie szkoły/nauczyciela od obowiązków biurokratycznych + eliminacja selekcji negatywnej (zwiększenie zarobków belfrów) + decentralizacja programów nauczania (bezwzględnie wymagane minimum programowe, raczej wąsko zakreślone + duża swoboda nauczyciela w pozostałym zakresie + branie przy rozliczaniu efektywności belfrów pod uwagę nie tylko wyników, lecz także opinii uczniów/rodziców (umiejętność wychwycenia tych, którzy "potrafią przekazywać wiedzę" i "panować nad klasą").

    3. Dlaczego pisze Pan "integracja profilaktyki medycznej", zamiast po prostu, jak przystało, napisać: "Popularyzacja czy też propagowanie profilaktyki medycznej"? Toż to jakaś sztuczna kalka z angielskiego, te integracje...

    4. "Pamięć krajobrazu" - kolejny oksymoron. Wystarczy napisać "ochrona przyrody".

    Niech Pan jeszcze raz przeczyta własne zdanie:

    "Społeczna strategia integracji profilaktyki medycznej dla dwóch technologii medycznych: „Otwarta medycyna szkolna” oraz „Telemedyczna kontrola terapii” - do kogo Pan mówi??? Nikt tego nie przetrawi....
    Wojewódzki rozwój dobrostanu narodowego
  • autor
    ... integracja, realizacja, humanizacja, regulacja....

    Sorry, ale nic z tego nie rozumiem.
    Paradygmat - tym słowem zabił Pan we mnie dalszą chęć lektury.
    Wojewódzki rozwój dobrostanu narodowego
  • @Andrzej Madej 08:55:19
    Pisze Pan na Neon24 dla ekonomistów???

    To tak, jakby specjalista przekładni miał tu pisać o nowych ich zastosowaniach w mechatronice, a magister iberystyki pisał notki po hiszpańsku o swej pracy magisterskiej.

    O ekonomii też można pisać przystępniej: prosto, lapidarnie, komunikatywnie.
    Integrowanie edukacji
  • O potrzebie ofensywy społeczno-kulturowej - przed przyszłymi wyborami
    Teraz trzeba myśleć o następnych wyborach i o odmacierewiczowieniu wizerunku PiS-u.

    Na odcinek walki estetyczno-kulturowo-historycznej (w roku stulecia RP) Kaczyński pewnie rzuci swego najlepszego żołnierza - bosmana Szydło (nie wierzę, że Gliński coś tam trwale zdziała). Bardzo mądrze pisze też Marta Kaczyńska - 100 lat praw wyborczych dla polskich kobiet.

    A MCS też była kobietą!
    Syndrom sztokholmski warszawiaków
  • Czy chcącemu dzieje się krzywda?
    Najlepszą diagnozę wyniku wyborczego Trzaskowskiego w stolicy dał (niechcący chyba) jakiś lewicowy komentator, bodajże prof. Jan Hartmann: zarzut oikofobii (na szczeblu lokalnym) zrodził poparcie dla polityki otwartych drzwi i przyjęcia uchodźców z krajów muzułmańskich (na szczeblu państwowym).

    /Dla mnie jednak to nie zarzut, lecz samoświadomość tej oikofobii./
    Syndrom sztokholmski warszawiaków
  • @maharaja 07:58:08
    Merytorycznym warunkiem nadania danemu medium określonego wizerunku jest tylko i wyłącznie:

    1) absolutna wierność przyjętej linii programowej - zarzucenie dotychczasowych założeń o wolnościowym medium (niepielęgnowana wolność=warcholstwo)

    Technicznym warunkiem uzyskania wyrazistości jest natomiast przeforsowanie kilku prerogatyw dla Admina (czy tam redakcji / redaktora naczelnego):

    a) prawo do dowolnego i władczego nadawania tytułów notkom

    b) prawo do spuszczania notek w niebyt (kształtowania strony głównej)

    c) prawo do wyboru ilustracji (to chyba ma miejsce)

    d) prawo do moderowania dyskusji (usuwania "złogów").

    e) prawo do ingerowania w strukturę ortograficzno-syntaktyczno-interpunkcyjną tekstu, (w tej fazie rozwoju 1 sprawny polonista na etacie powinien wystarczyć)

    Mówiąc w skrócie: technicznym warunkiem osiągnięcia określonego poziomu czytelnictwa/rozpoznawalności są :
    - wybór treści na stronę główną (a-d)
    - dbałość o poprawność używanego języka (e)

    I możliwie dużo Kultury i Sztuki (literatury, malarstwa, rzeźby, muzyki, wywiadów, sportu), bo to deficyt wszystkich mediów w Polsce. Byle nie tej, która za przedmiot fascynacji obiera sobie defekację.

    Czyli przywrócenie klasycznych kanonów piękna i estetyki.
    Przyszłość - Neon24.pl - Co dalej???
  • @RO
    Warunkiem zaistnienia i odniesienia sukcesu na rynku medialnym jest absolutna KOMPATYBILNOŚĆ danego medium.

    Ktoś zapyta - kompatybilność z czym?

    Kompatybilność musi być dwojaka:

    1) z czytelnikiem
    2) z realiami

    Można trzymać kompatybilność z czytelnikiem i wspólnie lewitować w niebycie, jak swego czasu związkowiec Marian Krzaklewski.

    Można trzymać sztamę z realiami, a mimo tego utracić wyborcę, jak doskonale wszyscy wiemy na przykładzie Unii Polityki Realnej oraz JKM.

    A można pokusić się o połączenie tego w jedno.

    Mieliśmy po 89 r. tylko dwóch polityków, którzy potrafili "trzymać sztamę", czyli być jacyś.

    Pierwszym z nich był Jarosław Kaczyński. Kaczyński trzymał sztamę z "historycznie rozumianym patriotyzmem". I to było też jego wadą - JK bowiem nad zastałe realia przedkładał sztamę z wyborcami, kosztem bieżącego wpływu na sytuację polityczną (i dlatego przez całe lata (1992-2005 oraz 2007-2015 - 21 lat (epoka cała!) był w wiecznej opozycji. JK przez całe lata lewitował w mocno dętym biało-czerwonym balonie historycznego patriotyzmu, nie potrafiąc jednak sformułować atrakcyjnej oferty dla wyborcy. "Sztama z wyborcą" się jednak opłaciła, bo w polityce wierność się opłaca. PiS doszedł do władzy (częściowo po tragicznych wydarzeniach 10.04, ale to inna sprawa). Nadal jednak jego partia ma problemy z uziemieniem i zakotwiczeniem w szerszych pokładach poparcia... mimo megainwestycji III RP, jaką jest 500+.

    Drugim z tych polityków był Donald Tusk. Wadą Tuska z kolei było to, że od zawsze doraźny pragmatyzm przedkładał nad sferę wartości. Natomiast jego strategia sprytnego "plastusia", chorągiewki na wietrze, genialnie wpasowała się i w oczekiwania, i w przyzwyczajenia nominalnych (finansowych) elit III RP, czyli uposażonej nomenklatury po PRL-u (lata 90-te) oraz ich dziedziców - władających językami zwolenników lewicującej coraz bardziej UE, wykorzenionych z wartości, nienawidzących Kościoła i religii jako zjawisk ciemnych, rodem ze średniowiecza i zapatrzonych w Jedynie Słuszną Jutrzenkę Unijnego Dobrobytu.

    Mówi Pan - wskrześmy pozytywizm.

    Zgadzam się absolutnie - warunkiem jakiegokolwiek leczenia jest trzeźwa, trafna diagnoza sytuacji - Pan jako lekarz wie to doskonale. Zła diagnoza warunkuje dalszą degenerację i oznacza sprzeniewierzenie się zasadzie "primum non nocere".

    Swego czasu w Nowym Ekranie sformułowana została (zarzucona) wizja Trzeciej Drogi. Wizja ta nie została nigdy twórczo rozwinięta (zaraz potem nastąpiło przemianowanie NE/Neon, zmiana redakcji, utrata dotychczasowej pozycji aktywnego i rozpoznawalnego medium itd.

    Jedyna luka do zapełnienia, w perspektywie najbliższych wyborów (za rok), jaka istnieje obecnie na rynku medialnym (i ideowym także), to właśnie droga POMIĘDZY - czyli ograniczone zaangażowanie. Pogodzenie się z faktem, że skoro nie jesteśmy w stanie rozwiązać kwestii historycznych (Kresy, odszkodowania od III Rzeszy), to należy to odłożyć w czasie. Odbudowa relacji z UE (zgodnie z diagnozą Donalda Tuska, że Polska (z racji położenia geograficznego) to wieczny przedpokój, więc jesteśmy skazani na twórcze przetwarzanie obcych wpływów.

    Wróćmy krótko do realiów. Dlaczego w Warszawie wygrał Trzaskowski? Bo w polityce (doraźnie) zawsze wygrywa to, co stawia na teraźniejszość. A wybory samorządowe są najbardziej doraźnymi z doraźnych.

    Na przykładzie Trzaskowski-Jaki można dokonać takie podstawienia:

    RT=aktualna (pragmatyczna, doraźna) lewica - PJ=historyczna (ideowa, wymagająca zaangażowania) prawica.

    Liberalna demokracja się zbłaźniła, nikt już nie uwierzy w to, że można zbudować dobrobyt w realiach postkomuny. Mnóstwo Polaków jest zdania, że przypływ nierówno podnosił łódki i dzięki tej diagnozie PiS doszedł do władzy.

    A do tego jeszcze trzeba wiedzieć, że wyborca jest osobą leniwą, chcącą rozwiązania jego bolączek już, natychmiast, tu i teraz, w sposób krótki, racjonalny, bezbolesny.

    Wyborca chce lekarza-chirurga, znieczulenia i natychmiastowej poprawy.

    Wyborca nie chce Kaczyńskiego-psychoterapeuty, wałkującego w nieskończoność na narodowej kozetce słabości postkomuny.

    Jeśli chce Pan (lub ktokolwiek inny) "zaistnieć" trwale na rynku medialnym, trzeba - niestety, poprzez dobór odpowiednich postaci, dziennikarzy i treści (sam postulat "wolnego medium" to za mało) - wypełnić tę lukę: wskazać deficyty i tchnąć w zmęczonych kłótnią Polaków wizję zgody (jeśli to za dużo powiedziane, to wizję nieagresywnej koegzystencji), wizję rozwoju i wizję sprawiedliwego równomiernie rozłożonego dobrobytu.

    Teraz jest czas na to, by do głosu doszedł całkiem nowy nurt:
    "pragmatyczna prawica".

    Trzaskowski genialnie wpasowuje się w te oczekiwania - stąd jego sukces.

    Stara Platforma (Schetyna, Waltz itd.) już teraz pogrąża się, jeszcze o tym nie wiedząc, gdy coraz częściej uderza w nutę "kombatanctwa", szerząc kult symbolu-Lecha Wałęsy i Polski Solidarnościowej - Winkelryda Zjednoczonej Europy i zalążka obecnej UE.

    Jej przeciwieństwem jest pragmatyczne, lecz twórcze podejście ze strony kręgów patriotycznych - obecny premier, nie wahający się zarzucić nieskazitelną legendę opozycyjnego ojca-lidera i podejmujący się współpracy z lewitującym w historycznym niebycie i niekompatybilnym z Europą PiS-em.

    W najlepiej rozumianym interesie Polski jest wizja, jaką swego czasu zasugerował prof. Jan Hartmann bodajże, nawiązując do michnikowskiego hasła sprzed lat: Nasz Prezydent Wasz Premier (niektórzy ją trawersują inaczej: Wasz Tusk, nasz Morawiecki - na jedno wychodzi).

    Jeśli medium ma zaistnieć, to trzeba sformułować bardzo wyraźną linię polityczną, pozbyć się "złogów" uniemożliwiających nawiązanie kompatybilności z realiami (czyli wszystkich "zaangażowanych religijnie ponad miarę", wszystkich "zaangażowanych patriotycznie" ponad miarę oraz wszystkich "zaangażowanych ideowo ponad miarę", bo to odstręcza czytelnika.

    Bez jasnej linii programowej (Trzecia Droga - a innej szansy nie ma) i mozolnego forsowania zalążków pozytywizmu nie ma co mówić o zdobyciu jakiejkolwiek pozycji medialnej.

    NE musi się określić - nie jako "absolutnie wolne medium", bo Rzeczpospolita Szlachecka (zwana Warcholską) też była państwem wolnym, lecz jako synteza krakowskich stańczyków z wielkopolskim mitem pracy u podstaw.

    O zagubienie serca (charakterystycznego dla Kongresówki ducha polskości: dziedzictwa wieszczów romantycznych i wielkości zrywów narodowych) nie ma się co obawiać - to i tak jest w nas, Polakach.

    /Osobiście, niestety, nie mam w ogóle możliwości czynnego zaangażowania się w budowę takie medium, jednak mogę formułować postulaty - być może moje uwagi dadzą komuś coś do myślenia./

    Proszę jednak zrozumieć - nie może być Pan zakładnikiem tych, którzy żądają całkowicie wolnego medium. Neon24 to jest Pana medium i to Pan powinien SUWERENNIE, BEZWZGLĘDNIE, WŁADCZO i UZNANIOWO usuwać stąd wszystko to, co się Panu nie podoba.

    Tylko w ten sposób jest Pan w stanie nadać temu medium jakiś charakter.
    Przyszłość - Neon24.pl - Co dalej???

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY

więcej