Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
0 postów 1905 komentarzy

maharaja

Moje komentarze

  • @programista 13:51:10
    Powiem tak: zwykłym w miarę obrotnym rodakom nawet się powodzi (wiadomo: Polak-kombinator zawsze radę sobie da, tutaj sprowadzi Golfa Trójkę za grosze, tam sprzeda Ukraińcowi stary złom za więcej, w międzyczasie wymontuje katalizator i będzie miał na rower): autostrady nam budują, grill nutella i banany są każdego dnia, w sklepach wszystko jest, tylko trzeba mieć co nieco w kieszeni.

    Gdyby natomiast porównać pozycję inteligencji (np. nauczycieli) po wejściu do UE z pozycją belfrów Europy Zachodniej, to mamy istną PRZEPAŚĆ. W tym zakresie nie ma o czym mówić.... wejście do UE niczego nie zmieniło dla tej grupy zawodowej, ba, pogorszyło (niedostępność nieruchomości i kredytów, brak gwarancji państwa dla nich w kwestii polityki mieszkaniowej) i względne pogorszenie w porównaniu z pozostałymi grupami zawodowymi.

    Paradoksalnie, gdyby zapytać u źródła, tj. gdyby wypytać sól tej ziemi, czyli belfrów, jak oceniają bilans wejścia do UE, oceniają go pozytywnie.

    Czy ktoś mi to może wytłumaczyć????
    Tragiczny "Bilans kosztów członkostwa Polski w UE"
  • @autor
    Jak j ednak by nie mówić, ten zamach nam, Polakom, na korzyść wychodzi....

    /A pomnik Lecha Kaczyńskiego stanie - obstawiam - przy skwerze Jacka Kaczmarskiego. Pisowski lud się załamie..../
    Kaczynski, Duda, Morawiecki - dokonali zamachu stanu
  • @autor
    "Stany Zjednoczone są zdominowane przez elity pieniądza i władzy".

    Są na świecie (w każdym społeczeństwie i od zawsze) dwie cywilizacje: Cywilizacja Prawdy i cywilizacja ("syfilizacja") interesu.

    A każdy człowiek żyje pomiędzy. Zawsze idzie na kompromis.
    Każdy sam sobie musi odpowiedzieć, na ile służy której. Są tacy, u których dążenie za Prawdą stanowi 95% ich aktywności, a kompromis z realiami tylko 5%, a są tacy, u których jest na odwrót. Większość oscyluje w okolicy zera, tj. pomiędzy letnią przyzwoitością (>50%) a zawoalowanym cwaniactwem (
    Kto się boi teorii spisku?
  • @autor
    Rozumiem argument, że prawo nie powinno dopuszczać czegoś, co ("być może") jest złem, czyli mordowania życia.

    Dlatego chyba najlepszym (na tę chwilę) rozwiązaniem jest pozostawienie tej sprawy nieuregulowanej (brak karalności zabiegów aborcji, ale jednocześnie brak stwierdzenia expressis verbis jej dopuszczalności).

    Niech każdy (lekarz, kobieta, ojciec) sam dźwiga na sobie brzemię odpowiedzialności za nienarodzone istoty.

    Lepsze to, niż dwulicowość: moralnie jesteśmy cacy (w prawie zakazujemy aborcji), ale podziemie aborcyjne (ponoć) nadal kwitnie.

    Bo PRAWO wymaga powagi: za zakazem musi iść sankcja. A u nas nie idzie. A nie wolno nikomu działać tak, by narażać przepis prawny na pośmiewisko.

    Skoro nie jesteśmy w stanie wyegzekwować sankcji, nie rzucajmy się z motyką na słońce. Skoro Kościół po 45 r. nie był w stanie mieć wpływu na rzeczywistość polityczną, zagrał na wycofanie się. I wygrał w ten sposób.

    Podobnie jest z odszkodowaniami za II w. św. i za Katyń.

    Nigdy przenigdy nie wolno się ich zrzec, bo to żywotny interes naszego narodu i kuluarowo trzeba działać zgodnie z "post-alianckimi" trendami, postulującymi naprawienie zła i te trendy wspierać ze wszechmiar.

    Ale podnieść te kwestie można dopiero wtedy, gdy czas ku temu nadejdzie. Bo w przeciwnym razie będzie śmiech i niepowaga.... podobnie jak to przez ostatnie 27 lat miało miejsce wobec ochrony nienarodzonych.

    Co do ratowania kobiet: zawsze bliższy mi będzie postulat ratowania nienarodzonych. Pomijając ewidentny przypadek gwałtu (a gwałtu nieletniej już w szczególności), należy stwierdzić, że większość niechcianych ciąż to jednak przyzwolenie na seks ze strony kobiety. A konsekwencje trzeba ponosić. Przy normalnym facecie te konsekwencje ponoszą obie strony...
    Ratujmy kobiety czyli wyznania podręcznej.
  • @autor
    Proponuję prosty deal: W-U.

    Proponuję dokonanie potrącenia Wzbogacenia (W), jakie było udziałem części Polaków na Żydach (mieniu pożydowskim) z Uszczupleniem (U), jakie było udziałem znacznej części społeczeństwa (także tego żydowskiego) w wojnie z III Rzeszą. Wyjdzie nam znacznie na plus, o ile mi wiedzy historycznej starcza (W
    Dlaczego kolportowanie nazizmu niektórym wciąż się opłaca? 1
  • o wybrykach polskich neonazistów
    Każdy normalny Polak, który pamięta komunę i chore mechanizmy funkcjonowania tego systemu (choćby uporczywe zatajanie prawdy o Katyniu), automatycznie, w pierwszym odruchu myśli (o ile potrafi kojarzyć fakty), staje się sympatykiem faszystów i z zazdrością porównuje los powojennej zbolszewizowanej Polski z Hiszpanią czy Portugalią, które z rządów totalitarystycznych, ale nie komunistycznych rządów, przeszły gładko do demokracji. Nawet w porównaniu z Włochami, które szybko pozbyły się faszystowskiego gorsetu, wypadamy kiepsko: tam kilka lat rządów brunatnych koszul, tutaj 40 lat czerwonego badziewia, które do dziś odbija nam się czkawką w postaci Totalnej (nie widzącej żadnej dysproporcji pomiędzy (obojętnym dla PO) faktem, ze 96 przedstawicieli jej elit ot tak, po prostu, ginie, a próbą poprawienia niefunkcjonującego sądownictwa w ramach niekonstytucyjnej większości (ale jednak większości).

    Oczywiście ten "pierwszy odruch myśli" w zdecydowanej większości przypadków nie stanowi wyrażenia aprobaty do faszyzmu jako takiego (dla polskiego Żyda zawsze komunizm w hierarchii bytów ideologicznych będzie stał wyżej niż faszyzm, bo dawał mu szansę przeżycia i wtopienia się w ten system), lecz jest jedynie wyrazem niechęci do czerwonego zbira i - w antagonizmie do niego - nieudolną próbą szukania oparcia w innym, silniejszym zbirze, lubującym się w kolorze brunatnych/czarnych koszul. Polscy chłopi do dziś wspominają porządek i dyscyplinę, jakie zaprowadził Wehrmacht na polskiej wsi w latach 1939-1942. Mazurzy, Kaszubi i Górnoślązacy pamiętają także gwałty popełniane przez żołnierzy Czerwonej Armii. Na tym podglebiu trudno o to, by nie narodził się duch rewanżu na czerwonym. Najprościej oczywiście na gruncie ideologii nazistowskiej. Sprzyja temu wysoki standard życia dzisiejszego statystycznego Helmuta z RFN, imponujący bezrobotnemu z Oberschlesien, dorabiającemu sobie tam ab und zu.

    Trzeba jednak nieco większego wglądu w istotę spraw, by dostrzec, że
    w przypadku Polski agresorem nie był czerwony zbir, ale duet bandziorów: brunatno-czerwona koalicja, działająca w ramach paktu Ribbentrop-Mołotow (bez Włochów, które nigdy nie poparły agresji na Polskę i dopiero potem przyłączyły się do Rzeszy, lecz nigdy nie walczyły na terytorium Polski przeciwko Polsce).

    Zresztą dokładnie na tej samej podstawie (niechęci do Niemców) Polacy po 1945 r. nie opowiedzieli się po stronie dążących do wojny domowej radykałów z NSZ, lecz poparli (zaciskając zęby po wymanipulowaniu Mikołajczyka) władzę ludową.

    Każdy normalny Polak musi być - po części choćby - wdzięczny tysiącom żołnierzy Wehrmachtu, którzy oddali swe życie pod Stalingradem, Moskwą i na łuku Kurskim w walce o to, by osłabić czerwonego kolosa na glinianych nogach. Ale dokładnie tak samo musi być wdzięczny czerwonoarmistom, którzy przepędzili stąd nazistów. Tyle nam zostało: Radość słabszego, gdy silniejszemu, który nas poturbował, ktoś inny daje wpier...

    Terytorium Polski w latach 39-45 zaorały dwa potężne czołgi: najpierw przez niemieckiego tygrys a(czy tam jego poprzedników), potem przez ruski tank.

    Z perspektywy przeciętnego polskiego patrioty, którego ojciec zginął w Katyniu, a brat ojca w Oświęcimiu czy powstaniu warszawskim, każda walka osłabiającego któregokolwiek z tych wrogów (najlepiej taka, by obaj wykrwawili się na śmierć) była w żywotnym interesie Polski.

    I tak należy rozumieć wyrażanie sympatii wobec nazizmu czy komunizmu. Jako najprostszą próbę szukania pomocy słabszego u silniejszego. Słabszemu wolno wszystko. Wolno mu schować się pod skrzydła nawet gorszego zbira, jeśli gwarantuje mu on doraźne bezpieczeństwo.

    I tak też należy rozumieć obecną politykę rządu RP: aliansu z USA.

    A tych od czczenia AH należy edukować, a nie potępiać.... Dużo gorsze jest olewactwo i tumiwisizm, bo to jest zaczyn totalnej degrengolady Polaków.
    Polskie, narodowe … groźne, faszystowskie…należy je ścigać!
  • @jan 10:32:47
    Czy kwestia aborcji jest faktycznie absolutnie nierozwiązywalna?

    Pozornie tak:

    Przyjmując za dogmat świętość życia (priorytet ochrony życia istoty nienarodzonej) skazujemy kobietę na pozycję biernego inkubatora, któremu nie wolno krzywdzić nienarodzonego, choćby jej samej działo się źle.

    Przyjmując natomiast za założenie wolną wolę matki pozbawiamy dziecko, które jest w jej łonie, jakiejkolwiek ochrony prawnej.

    Wierzący powie: życie pochodzi od Boga, mi zostało tylko ono powierzone, nie wolno mi niczego z nim zrobić. Więc taki musi być fundament porządku wiernych.

    Liberał powie: Skoro Stwórca chciał, by organizm nienarodzony przez 3 miesiące rozwijał się w łonie matki i by w tym czasie dla nikogo innego nie był widoczny (także dla mężczyzn), powinniśmy pozostawić matkom tę kwestię. Więc taki musi być fundament porządku liberalnego. Dopuszczalność aborcji do 3 m-ca życia.

    Między tymi dwoma porządkami nie ma kompromisu, gdyż się one wzajemnie one wykluczają.

    Ewentualnie można co najwyżej przyjąć do wiadomości, że istnieją dwa porządki cywilizacyjne: katolicki i liberalny i powiązać to z dobrowolnym akcesem, tak aby każdy wiedział, z przedstawicielem jakiego porządku cywilizacyjnego wchodzi w relacje, jeśli oczywiście chce z nim w te relacje wejść.

    Bo coś mi się wydaje, ze polskie kobiety bardzo chcą stać w rozkroku: mieć prawo do aborcji (porządek liberalny) i jednocześnie być objęte bardzo silną ochroną siebie jako kobiety, wynikającą z porządku katolickiego (jedyna tak naprawdę sfera kultury w relacjach międzyludzkich w naszej szerokości geograficznej i żadne molestunki popełniane przez ksieży tego jeszcze nie zmieniły, póki co) - jak choćby postulowany w akcji @metoo purytanizm jako punkt wyjścia relacji damsko-męskich.
    Ratujmy kobiety czyli wyznania podręcznej.
  • @Wrzodak Z. 21:40:27
    "System od 89 roku jest ten sam - czyli realizowanie polityki w Polsce w interesie światowej mafii finansowej."

    Nie gadajmy o "światowej mafii finansowej". To jest frazeologia, której nie sposób podjąć w poważnej dyskusji (podobnie jak iluminaci, masoni czy podobni tajni zarządcy szatana), ale dobrze:

    Skoro globalne zmiany (m.in. cyfryzacja, likwidacja obrotu gotówkowego, postawienie na kredyt jako powszechny impuls rozwojowy), forsowane przez ową "światową mafię finansową", są nie do zatrzymania, to dlaczego ich nie wykorzystać dla interesu Polski, polskiej rodziny i polskiego społeczeństwa? Albo przynajmniej nie podjąć próby utemperowania ich drapieżnego charakteru?

    Można albo zezwolić działać zachodnim bankom w sposób bezkarny (jak za rządów SLD i PO), albo przecież także związać je "zakazem lichwy", czyli uzależnić wartość udzielanych kredytów od realnego kursu obcej waluty względem złotego, tak by nie było wzrostu wartości kredytu o 30% rocznie.

    Skoro większości młodych Polaków i tak nie stać na własne mieszkanie, to chyba lepiej jest, gdy kupią je za kredyt, ale przez te 30 lat będą mieszkali we "własnym", niż gdyby mieli płacić czynsz w podobnej wysokości lub kłócić się z teściową.

    Proszę porównać sobie powierzchnię kwadratową przypadającą na Polaka w 1989 r. a tę, która przypada na statystycznego Kowalskiego dziś. Dane są oczywiste - ostatnie 30 lat to epoka wprost niespotykanego w naszej historii rozwoju.

    Nietrafność Pana sądu polega na tym, że większość Polaków chce gospodarki kapitalistycznej, Zachodu i Europy tu nad Wisłą i tego, co powszechnie nazywa się modernizacją (plastikowych kart kredytowych, McDonaldów i autostrad oraz wakacji Last Minute nad Adriatykiem).

    Pro-konsumenckie zachowania wcale nie muszą być skierowane przeciwko Ojczyźnie.

    Owszem, istnieje pewna przepaść mentalna między "pokoleniem styropianu" a pokoleniem ich dzieci. Wynikająca choćby ze znajomości języków obcych i świadomości, jak żyje się na Zachodzie.

    Ale uwierzmy młodym ludziom. Oni byli, widzieli i wcale nie aż tak bezkrytycznie przyjmują zachodnie modele i wzorce.

    Rząd Morawieckiego to rząd, który ma największy potencjał na starcie (b. dobre przedbiegi w wykonaniu Beaty Szydło) i szanse na uzyskanie realnego wsparcia na poziomie >50%. A takiego poparcia nawet elastyczny Tusk nie miał.
    Kaczyński nareszcie pojął, że bez młodych nie da rady!
  • o końcu ministra wojny
    "Macierewicz "poległ" w starciu z Dudą. Ten fakt - chyba u nikogo nie budzi wątpliwości".

    Tak pisze p. Wojtas. Ale to nie tak:

    Minister Obrony Narodowej poległ w starciu z Prezydentem RP.
    I tak powinno być. Bo (będąc ministrem) Prezydenta RP się słucha, a nie z nim walczy. Można co najwyżej ustąpić z pełnionej funkcji jako wyraz protestu wobec polityki prowadzonej przez PAD.
    NADWIŚLAŃSKIE PRZETASOWANIA, CZYLI TRIUMF WSI
  • @Talbot 12:19:27
    1. Pewnych decyzji nie wolno robić wbrew narodowi.
    2. Nie wolno wprowadzać narodu (państwa) do Wspólnoty wbrew jego woli.
    3. Decyzje o wystąpieniu z tak poważnej Wspólnoty, jaką jest Unia, muszą być wsparte zweryfikowaną, a nie zmanipulowaną aktualnym trendem medialnym, opinią narodu.

    Wydaje się, że tak niewielka większość, jaka głosowała za Brexitem, nakazuje traktować decyzję o Brexicie poważnie. Jednak ponieważ to proces, a nie chwilowe "widzimisię", należy uwzględniać także zmiany nastrojów społecznych (i ew. zweryfikować decyzję).

    Podobnie jest z Macierewiczem. Zastrzegam - na armii nie znam się nic a nic. Nie potrafię go obiektywnie ocenić.

    Ale - w kwestii marketingu politycznego - czuję, na czym polega zależność między poparciem dla rządu (wszak demokracja) a nastrojami społecznymi (nawet tymi kreowanymi medialnie).

    Ergo: Może AM nawet najlepiej rządzić armią, ale jeśli (nie istotne z jakiego powodu, być może z powodu jego diabolicznej fizjonomii Trockiego) znaczna część potencjalnych wyborców PiS jest skłonnych dać się ponieść suflowanej im niechęci do niego i nie poprzeć rządów PiS-u, bo podświadomie widzą w nim "diabolo" nie do zaakceptowania, wówczas spindoktorzy PiS-u muszą dokonać niezbędnych cięć. Niestety, takie są reguły mediokracji.

    Osobiście na miejscu Kaczyńskiego, gdybym podzielał wizję Macierewicza (zasadniczo trudno krytykować pierwszy poważny w historii RP sojusz z USA i bytność żołnierzy armii amerykańskiej na naszym terytorium, skoro wiadomo, że przez ileśtam lat ich bytności w Rammstein po 1945 r. Niemcom źle się nie działo), dałbym na jego miejsce kogoś strawnego medialnie (np. takiego Błaszczaka) i kazał mu realizować politykę Macierewicza spotęgowaną do sześcianu. A żeby na czas przejściowy mieć spokój medialny od "spadkobierców mentalnej komuny i postkomuny", przeczołgałbym w mediach Macierewicza na maksa, tak by dać im igrzysk. Gdy po igrzyskach na kacu wrócą do domu, łatwiej się zapoznają ze zmianami i - skuliwszy ogon - dopasują do nowych realiów. Bo mimikra to ich druga natura.

    Oczywiście, gdy już stajnie Augiasza zostaną wymiecione, dałbym Macierewiczowi wszystko, czego chce, z prezydenturą włącznie.

    Oczywiście Macierewicz to model. To X.
    Brexitu nie będzie!
  • @autor
    Niewykluczone, że dziś najlepiej ideę dobrze rozumianego interesu narodowego realizuje właśnie nie kto inny, jak Donald Tusk. Bo dziś w najlepiej rozumianym interesie Polski (oczywiście w rozumieniu szeregowego obywatela, który nie ma żadnego problemu z globalizmem czy korporacjonizmem) jest:

    - nakłonienie Theresy May do pozostania UK w Unii

    - stworzenie wraz z Wielką Brytanią, Irlandią, Węgrami, Czechami, Słowacją, Słowenią, Chorwacją i Inflantami, po części także może z Austrią, bloku krajów tzw. eurosceptycznych (mówiąc nowomową Martina Szulca, Lutra współczesności), dążącego do prymatu urzędniczego centralizmu nad wewnętrzną suwerennością poszczególnych państw - oczywiście chodzi nie o sceptycyzm wobec Europy, ale wobec unijnego centralizmu.

    - dążenie do równowagi pomiędzy silną euroentuzjastyczną frakcją centrystów (w którym główną rolę grają Niemcy i Francja), ostatnio podupadającą z uwagi na wzrost znaczenia AFD (oczywiście warto byłoby utrzymać rządy przewidywalnej Angeli Merkel, o ile jest ona skłonna zweryfikować dotychczasową bezkrytyczną otwartość na imigrantów) a frakcją wolnego rozwoju, ale dążącą do wzmocnienia "wspólnego mianownika" (Europy chrześcijańskich korzeni) - bo nie oszukujmy się: silna gospodarczo pozycja Niemiec działa tylko na naszą korzyść. Im silniejsza gospodarka Niemiec, tym więcej my profitujemy.

    Nie jest to łatwe i wymaga umiejętności grania na wiele frontów, nie w rozumieniu chorągiewki, co raczej zniuansowania polityki zagranicznej...

    Przydałby się ktoś w stylu polskiego Ławrowa... osobiście nie miałbym chwili wahania i zaproponowałbym to stanowisko temu, który przegrał z Tuskiem.
    Polska idea narodowa A.D. 2018
  • @Talbot 13:56:59
    Od każdego dobrego patriotyzmu można się uczyć. Z uwzględnieniem różnic kulturowych: prawosławie tradycyjnie silnie podkreśla rolę lidera. U nas to nie przejdzie.

    Zresztą to już widać: Klimaty "wódz, a za wodzem wierni" (Jacek Kurski jako cyniczny wykonawca poleceń Jarosława) + oficjalna propaganda sukcesu, się tu nad Wisłą nie przyjmują. Oczywiście naród najpierw odrzuci telewizję żywcem imputującą nam nachalny patriotyzm (stać nas na coś więcej), stawiam, że za rok, może półtora, Kursi się pożegna ze stanowiskiem, bo ileż można akceptować TVP aspirującą do stylu Zenka Martyniuka), potem dopiero zacznie myśleć interesem narodowym, nie tylko widząc PiS, który - obstawiam - się rozpadnie po odejściu lidera. Oczywiście nikt nie wie, kiedy to nastąpi (być może i i za 20 lat - na pewno po odejściu Jacka Kurskiego).

    /Przypuszczam, że wcześniej PiS się rozpadnie, niż Tusk wróci z zagranicy do Platformy..../
    Rosyjscy Nacjonaliści
  • @autor
    nie ma zbyt wielu chętnych którzy wsparli by budowę pomnika Dmowskiego w Białymstoku za to setki osób przelewa co tydzień kasę na dwóch protestanckich szarlatanów z których jeden jeszcze do niedawna była kandydatem organizacji mieniącej się najpełniejszą formą współczesnego ruchu narodowego w Polsce.

    Nie w pomniki, kurcze!

    Trzeba w młodzież, w szkolnictwo, w oświatę inwestować.
    Każdy "przekonany do idei nie tyle narodowej" (po co pojęcia? każdy sam zrozumie i oceni), co do idei "rozwoju i działania dla dobra kraju" nastolatek da nam, Polakom, w perspektywie 20 czy 30 lat o wiele więcej, niż choćby 10 pomników Dmowskiego.

    Trzeba się wokół małych, a dobrze zdiagnozowanych potrzeb gromadzić. A niech to będzie choćby wydanie (opatrzone sensownym komentarzem) pism i kazań Wyszyńskiego.

    Dmowski wolałby, by jego "MNP" trafiły pod strzechy, w tej czy innej (uproszczonej) formie, nawet jako dobrze zrobiony komiks czy uwspółcześniona powiastka dla nastolatków, niż by odlewać jego facjatę z brązu w jego rodzinnych stronach.

    Dmowski stoi już w Warszawie.

    Oczywiście nie odmawiam zasadności inicjatywie budowy tego pomnika. Ale nie w tym kierunku powinien iść ciężar aktywności.
    Polska idea narodowa A.D. 2018
  • @autor
    Jedną z największych tajemnic (i mądrości) judaizmu jest to, że imienia Boga się nie wypowiada, a używając do jego zapisu tetragramu (samych spółgłosek) pozostawia kwestią otwartą, jakie jest dokładne jego brzmienie.

    Nadając określoną nazwę (desygnat) danemu ruchowi (partii), jednocześnie ją i definiujemy, ale także ograniczamy. Zwłaszcza jeśli nawiązujemy do nazw tak istotnych dla polskiej historii i tak nośnych treściowo, jak endecja (szczególnie, że realia się zmieniły).

    [A może dziś Dmowski byłby najbliższy pozycji Gowina? Albo Dorna?].

    W kwestii bratania się z banderowcami: nie ma czegoś takiego. Tak samo jak rozumiem, że prawdziwy niemiecki patriota nie może pogodzić się z utratą Ziem Utraconych (niech się jednak główkuje, jak spowodować powrót Polski aż pod Smoleńsk, jeśli chce rekonkwisty Zachodu w wydaniu niemieckim aż po Wartę), tak samo rozumiem chęć porozumienia polsko-ukraińskiego. Ale nie może ono się odbyć na płaszczyźnie (jawnie antypolskiego) nurtu banderowskiego.

    Największym kłamstwem, jakie wtłoczono do naszych głów, było to, że banderyzm jest na Ukrainie tym samym, czym była u nas Endecja.

    A to nie tak.
    Banderyzm, jeśli już, jest tym samym, co hitleryzm (UPA) lub faszyzm (OUN).

    Endecję porównałbym, jeśli już, nie tyle ze stalinizmem, co z patriotycznymi ruchami antytrockistowskimi w Rosji Sowieckiej po śmierci Lenina.

    Na szczęście Polacy mają nieco więcej rozumu i nie uwierzą komuś, kto aspiruje do miana polskiego Josepha Wissarionowicza z Lublina.

    Komuna (a jeszcze bardziej postkomuna, czyt. glównie Wyborcza) zrobiła wszystko, by hasło "endecja" i nacjonalizm (nie: szowinizm) Polakom obrzydzić. Stąd też jakakolwiek próba odbudowania zaufania do tego pojęcia oznacza konieczność mozolnego usuwania z naszych głów barier, które ktoś silniejszy od nas już tam ustawił. Nie wiem czemu to robić - wystarczy obejść daną barierę, by iść dalej. Sama zmurszeje... tylko czasu trzeba.

    Nie trzeba mieć "endecji" w nazwie, by program interesu narodowego realizować. Podobnie jak nie trzeba szafować "chrześcijańskością" i całować księdza w rękę (wynosić KRK na sztandary), by w duchu chrześcijańskiej wspólnoty działać.

    Ciekawe była próba Kukiza zorganizowania się w zupełnie oddolny sposób. Bardzo mądre (ale marketingowo fatalnie zrealizowane) było nadanie temu ruchowi Kukiza treści związanych z endeckim rozumieniem spraw.

    Ale można to było lepiej zrobić: niuansując pewne rzeczy, a nie - tak jak to zrobił Ziemkiewicz - gniotąc go ciężarem 150-letniej tradycji.

    To tak, jakby nastoletniej upatrzonej, zamiast przynosić jej najpierw stokrotki, a potem tulipany, powiedzieć na drugiej czy trzeciej randce: chcę z Tobą robić dzieci, już, teraz, natychmiast.

    Najpierw trzeba o cztery kąty zadbać.

    /Kulturę finezji i zniuansowania treści do perfekcji opanował za to dr Kornel Morawiecki. Wiele także rozumie dr hab. Szeremietiew, pisząc bardzo wnikliwe analizy (tylko brak mu kogoś, kto by interpunkcji go nauczył).

    W demokracji - niestety sympatycy polskiej myśli narodowej tego jeszcze nie pojęli - liczy się ogłada. Dlatego nigdy zwolennikom RN nie przybędzie, gdy jego twarzą będzie atleta Marian Kowalski, o fizjonomii bywalców nie tyle fitness-studio, lecz salonów kulturystycznych.

    Dlatego sądzę, że dziś najlepszymi wyrazicielami myśli patriotycznej są takie osoby, jak prezes Morawiecki, dr Gowin czy adwokat Małgorzata Wassermann. Nawet gdy siedzą w PiS-ie. Zwłaszcza gdy niegłupio gadają.

    Każdy tytuł u liderów, każdy stopień naukowy więcej, to kolejny tysiąc zwolenników. No niestety tak to działa.

    Trzeba być świadomym pewnych mechanizmów być.
    Polska idea narodowa A.D. 2018
  • autor
    Fakt przyjęcia funkcji rządowej oznacza akceptację ciągłości państwowej, a więc także nieodwołalnych zobowiązań zaciągniętych przez poprzedników. Więc jeśli było zaciągnięte zobowiązanie do przyjęcia euro czy też uchodźców, należy to zrobić. Albo nie przyjmować danych funkcji i dalej siedzieć w WBK.
    Koń trojański III RP?
  • ciekawe....
    Wg oficjalnej wersji, suflowanej w literaturze popularnej, Cywilizacja Białego Człowieka wygrała z Indianami z chwilą, gdy Winnetou, ten z Karola Maya, zafascynowany łacińskim "Ave Maria", na łożu śmierci poprosił Olda Sutterhanda o udzielenie mu chrztu.

    Gdyby przyjmować kryteria Karola Maya, to wygrywa ta cywilizacja, która okazuje się atrakcyjniejsza. A to chyba Biali najpierw opanowali tajniki języków Indian, a nie na odwrót.... i wcale nie dlatego, że byli zdolniejsi (nieprawda, Indianie równie szybko uczyli się angielskiego, jeśli trzeba było), ale dlatego, że Indianie oferowali Białym kulturę i cywilizację, której Ci nie znali i byli jej ciekawi, natomiast Biali Indianom mogli zaoferować jedynie whisky, perkaliki i wykluczenie.

    /No, może jeszcze medycynę na nieco innym poziomie.../

    Cywilizacja Białego Człowieka w Ameryce wygrała militarnie i ilościowo. Ale czy wygrała moralnie?
    Cywilizacja Bladych Twarzy (II)
  • @kula Lis 67 07:30:45
    Z przyjmowaniem imigrantów w Polsce jest dokładnie tak samo, jak z dopuszczalnością przyjmowania Komunii w KRK przez rozwodników. Niby nie wolno, ale diecezja frybursko-bryzgowijska (RFN) oraz rzymska (Italia) już na to od dobrych kilku lat zezwalają.

    Więc gdzie tutaj hierarchiczne podporządkowanie oficjalnej linii nauczania papieskiego, ja się pytam???

    Wiadomo, że nie chcemy zadzierać z Europą. Więc te 7 tys. musimy łyknąć i stary Morawiecki trafnie wyznacza granice kompromisu. Poza tym powaga naszego państwa (ciągłość linii politycznej zapoczątkowanej przez Ewę Kopacz) tego wymaga.

    A w kwestii czystości ideologicznej: wyodrębniony już z łona rzymskiego i zautonomizowany aktualnie nurt lefebrystów nigdy na to, co jest udziałem KRK (dopuszczalność komunii dla rozwodników) nie zaakceptuje, podobnie jak też KRK nigdy nie zaakceptował ludobójstwa żydów.

    Tak samo z Polakami: nurt sceptyczny wobec europeizacji nigdy za patriotów nie uzna tych, którzy narażają na szwank wewnętrzne bezpieczeństwo w imię europeizacji (kto by się spodziewał, że inwazja islamska nadejdzie z Zachodu).

    A czas pokaże, kto miał rację. Nie pierwsza i nie ostatnia to schizma, i w kościele, i w nurtach polskiego patriotyzmu.
    Imigranci
  • @Romuald Kałwa 09:50:54
    aluzji nie było żadnych. Pogardy też nie, raczej zatroskanie. Nie pisałem "jakiś tam kraj pomiędzy". A położenie między Niemcami a Rosją jest faktem. Podobnie jak fakt "falandyzacji prawa" przez ostatnie 2 dekady po OS.
    Polska na celowniku
  • @autor
    najistotniejszym (ale najmniej spektakularnym) był Cyrankiewicz.
    W sumie ok. 20 lat kierowania rządem....
    Gomułka czy Gierek?
  • o psychologicznej potrzebie dotarcia do prawdy
    "Nie potrafimy już o niczym innym rozmawiać."

    I to jest najgorsze - to uwikłanie w temat. Z powodu tego, że prawda pozostaje zakryta.

    Psychologicznie "sprawstwo" i szukanie winnych po 10.04 przypominają mi fabułę jednego westernu, który oglądałem swego czasu w młodości, opowiadający o gorączce złota na Alasce. Fabuła była mniej więcej taka: (mogłem coś poprzekręcać).

    Protagonista (poszukiwacz złota, mąż, ojciec dwóch córek, który szukał szczęścia w Klondike) po rocznej pracy i tuż przed powrotem do domu, wziął z "depozytu u szeryfa" całkiem pokaźną garść znalezionego złota schował swój urobek ("skarb") w jakiejś małej jaskini czy jamie skalnej i swoim własnym ciałem zabarykadował na noc wejście do niej. Rano miał opuścić Alaskę, koń już czekał, wszystko do podróży było przygotowane.

    Czarny charakter (zadłużony zięć szeryfa) dowiedział się przypadkiem o zabraniu depozytu, zresztą od samego szeryfa, i postanowił ten skarb poszukiwaczowi zabrać. Zabiwszy go (ten przeżył, ale czarny charakter o tym nie wie) i zrzuciwszy ciało z wierzchołka do górskiego potoku, wszedł do jamy, przekopuje ją, zresztą zostawiając tam mnóstwo swoich rzeczy osobistych, wskazujących na jego sprawstwo, ale złota tam nie odnajduje. Zabiera jego konia, siodło i rzeczy osobiste.

    Ranny (cudem przeżył) po rocznej rekonwalescencji u Indian udaje się najpierw do stanowej policji i składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Następnie wraca i podejmuje znalezisko, skądinąd schowane w dwóch miejscach. Osoba sprawcy jest stanowej policji jednoznacznie znana. Pytanie postawione w śledztwie do rozstrzygnięcia nie jest, kto zabił (chciał zabić), tylko czy to szeryf powiedział krewkiemu kuzynowi o pobraniu depozytu w zamiarze (dolus eventualis) nakłonienia go do kradzieży, czy też czy szeryf odpowiada jedynie za wyjawienie czegoś, czego wyjawić nie powinien (depozyty u szeryfa i fakt ich pobrania obłożone są nakazem milczenia, jak Stany długie i szerokie).

    Śledztwo morderstwa i kradzieży zostało powierzone - komu? - ano szeryfowi. Gdy ten odkrywa jednoznaczne dowody na to, że sprawcą niedoszłego morderstwa jest jego zięć (skądinąd siedzący w kiciu za inne sprawki, więc nie ma sensu informowanie prowadzącego śledztwo szeryfa o wszystkim), zaczyna mataczyć. Nie dlatego, że chce chronić zięcia (i tak już od roku nie żyje z jego córką), tylko dlatego, że chce uniknąć podejrzeń, że celowo go do tego nakłonił. I zaczyna popełniać błąd za błędem.... A stanowa policja to wszystko widzi.

    Szeryf jako jedyny znał miejsce faktycznego ukrycia "większej części skarbu". Poszukiwacz powiedział o tym szeryfowi na wypadek, gdyby nie zdołał przedrzeć się przez kanadyjski las i gdyby mu się coś stało, z prośbą o "zaopatrzenie rodziny" poszukiwacza po jego śmierci. Nie była to jama, przed której wejściem położył się poszukiwacz, lecz zupełnie inne miejsce.

    Widz do samego końca nie wie, jakie są zamiary"szeryfa", tzn. czy chce on podjąć złoto i zabrać sobie (w przekonaniu szeryfa jego właściciel nie żyje), czy też przekazać je rodzinie tego, który zginął z rąk jego zięcia. I to jest w tym westernie najbardziej fascynujące... ta gra dwuznaczności. Zresztą w samym szeryfie chyba od samego początku do końca toczy się walka zła z dobrem.

    W końcu jednak szeryf odnajduje "tombak" (ale to nie ma znaczenia) i przekazuje go rodzinie zmarłego. Tombak służy tylko weryfikacji zamiarów szeryfa. Jeśli zatrzyma i nie odda rodzinie, pójdzie siedzieć (tak ustalił protagonista z policją stanową). Jeśli odda, straci tylko odznakę za nietrzymanie tajemnicy.

    W końcu szeryf, który podjął tombak (nie wiemy, co z nim zrobił), zostaje oddany pod sąd za "niewykrycie sprawcy" mordu, mimo że dowody na sprawstwo zięcia są jednoznaczne. W ostatniej scenie rzekomo zabity nagle "zmartwychwstaje" i stawia się w sądzie, stając się obrońcą szeryfa, który - poza utratą odznaki - unika kicia.

    Stare, dobre, amerykańskie kino. Plus świetna psychologia. Wielopłaszczyznowość. I świetna gra aktorska.
    Czwarty wymiar Smoleńska

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY

więcej