Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
0 postów 1907 komentarzy

maharaja

Moje komentarze

  • o końcu ministra wojny
    "Macierewicz "poległ" w starciu z Dudą. Ten fakt - chyba u nikogo nie budzi wątpliwości".

    Tak pisze p. Wojtas. Ale to nie tak:

    Minister Obrony Narodowej poległ w starciu z Prezydentem RP.
    I tak powinno być. Bo (będąc ministrem) Prezydenta RP się słucha, a nie z nim walczy. Można co najwyżej ustąpić z pełnionej funkcji jako wyraz protestu wobec polityki prowadzonej przez PAD.
    NADWIŚLAŃSKIE PRZETASOWANIA, CZYLI TRIUMF WSI
  • @Robik 13:25:26
    Gdzie dwóch (Macierewicz-Duda) się bije, trzeci (Morawiecki) korzysta.

    Gdy pierwszy (JK) robi zakusy na większość konstytucyjną, czwarty zostaje prezydentem.

    Oczywiście, że najlepiej byłoby, gdyby zmiana konstytucji i zmiany systemowe wprowadzone zostały dopiero po zdobyciu tej większości konstytucyjnej i dlatego postawienie na "centrowość", bo beton już nie urośnie.

    Problem ma teraz AD. Bo jak tu wyjść z twarzą (firmowanie niekonstytucyjnych reform bez braku konstytucyjnej większości) z tego zamieszania.

    Kaczyński nie ma problemu: on nie odpowiadał za podpisywanie ustaw pzryjętych przez Sejm. A do tego jeszcze teraz poszerza (-ył) bazę o wyborcę z kręgu centrum (wyborca MWzWM, obojętny lub pozytywnie nastawiony wobec Morawieckiego) i zmierza prostym krokiem do zdobycia większości konstytucyjnej. A wtedy nikt mu niczego nie będzie mógł zarzucić.

    Natomiast A. Duda jest zakładnikiem własnego stanowiska... nie zdobył się na to, by legalistycznie zawalczyć o większość konstytucyjną, tylko podpisał coś, co jest "jechaniem po bandzie"....

    ...W sporze Morawiecki-Duda dojrzalszym już teraz wydaje mi się premier. I słusznie Kaczyński na niego postawił.

    Kluczowe dla przyszłej rozgrywki politycznej będzie w najbliższych dniach działanie Dudy. Ale sądzę, że podzieli byt poprzedniego prezydenta i będzie jednokadencyjnym prezydentem.

    /A naturalnym kandydatem na kolejnego prezydenta PiS jest, oczywiście, Beata Szydło.... to aż tak oczywiste, że aż nie wymaga wyjaśnienia. No chyba że Kaczyński będzie pragnął sam to stanowisko dla siebie, ale wtedy przegra./

    A co Beacie Szydło pomorze w zdobyciu prezydentury? Ano to, co cały czas robiła, tj. konserwatyzm, solidaryzm, dobrze rozumiany patriotyzm plus racjonalizm w sprawach oczywistych. No i brak radykalizmu (od tego PiS ma Macierewicza, który przez ostatnie dwa lata działał jako balast).

    Sprawy wydają się iść prawidłowo: bankier odpowiada za gospodarkę, mówca pod żyrandolem, artysta od gitary za TVP, a Beata matka-Polka - za sprawy społeczne, natomiast JK to szara eminencja całego tego zamieszania. I to się sprawdza, to działa.

    Dobrze byłoby, gdyby jeszcze za marketing polityczny odpowiadali spece na tym się znający... wtedy 60% murowane.

    Mechanizm jest prosty: im więcej profesjonalizmu (marketingu politycznego) po stronie PiS, tym ostrzejsza medialna nagonka na ten rząd w TVN, która - niestety - coraz częściej działa jak laury.
    Kto odszedł, kto przyszedł
  • Produkowanie??? I tak, i nie....
    "Czy wie, że żeby państwo było silne i bogate, to 80% jego obywateli musi produkować, a nie zajmować się sportem, kulturą, biurokracją, edukacją, leczeniem, pierdzeniem i zbijaniem bąków?"

    Nie całkiem zgoda (co do zasady może i tak: na samych usługach dodatkowych dla ludności się nie pojedzie, jeśli nie ma w kraju przemysłu podstawowego, bo wtedy i tak mało kto ma wystarczająco dużo kasy, by za te usługi zapłacić. Ale ta teza (trzeba produkować, by społeczeństwo było bogate) to jest myślenie rodem z czasów Gierka i wymaga korekty:

    Trzeba mieć kasę, by społeczeństwo mogło rozwinąć sektor usług.

    Ale nie zawsze z produkcji jest kasa, a czasem jest z czegoś innego.

    Otóż nie zawsze opłaca się produkować.

    Produkcja = wykorzystywanie własnych zasobów (ubożenie).
    Import = korzystanie z zasobów cudzych (przywóz materiału do Polski).

    Dziś, w epoce globalnego NADMIARU, niekiedy mądrzej jest trafnie zaimportować, niż dopłacać do rodzimego wydobycia czy rodzimej produkcji.

    Na pewno opłaca się MNIEJ produkować, niż być zmuszonym dotować nadwyżki, które muszą iść na eksport.

    Poza tym istnieją bardzo istotne gałęzie gospodarki, które nie wymagają PRODUKCJI. Np. turystyka.

    Kraje ciepłe mają ten komfort, że znaczna część Europy i świata chce zostawiać u nich pieniądze (turystyka).

    Kraje zimne mają ten problem, że wypracowane przez jej ludność nadwyżki są pozostawiane na wakacje w krajach cieplejszych.

    Niestety, należymy do krajów zimnych.

    Można zrobić bardzo dobry biznes np. na polskiej (taniej!) agroturystyce, gdyby z naszego terytorium zrobić jedno wielkie Bornholm (ogólnokrajowa sieć tras rowerowych w zielonych częściach Polski), do tego kajaki, turystyka górska, żeglarstwo, wędkarstwo, trasy saneczkowe, trasy trajkowe, a dla dzieciaków kompleksowe parki zabaw, byle nie ciasno było, bo tego Europa nie chce) itd. .... a zimą - narty. Biegowe, zjazdowe, kombinacje nartowo-saneczkowo-sprzętowe (turysta z Europy szuka wrażeń i jest gotów za to zapłacić).

    Mało który kraj w Europie ma aż tyle do zaoferowania, co polska przyroda ... tylko trzeba te deficyty ciepłej temperatury (zwykle 10 st. C. mniej niż w Grecji) czymś zrekompensować (wysoka jakość wędlin, pieczywa i ciast + ciekawe, inteligentnie dobrane i dobrze zaaranżowane korzystanie z czasu wolnego (z akcentem na nienachalną integrację - każda nacja Europy to lubi).

    Oczywiście jeśli jakość noclegów nie będzie konkurować skutecznie z hotelami zachodnioeuropejskimi, nie ma o czym mówić - nikogo nie przyciągniemy.

    Mamy obok nas 80-mln sąsiada powoli znudzonego zunifikowanymi włosko-francusko-grecko-tureckim massenturyzmem (tj. turystyką dla mas) i tylko trzeba pod niego trafnie skroić ofertę. Przewodników, animatorów i osób znających dobrze język grupy docelowej u nas mnogo.

    Wg mnie polska aktywna turystyka (agroturystyka, survivale, zjazdy, zloty, imprezy towarzyskie "na łonie") to nieodkryty skarb i potencjał.

    Trzeba mieć wizję, wypracować określone standardy, doinwestować tę dziedzinę (czysty pieniądz!) i niewykluczone, że większa będzie z tego korzyść, niż budowanie kolejnej fabryki stali, gdy Chiny i tak produkują ją w nadmiarze, tanio i dobrej jakości.

    A produkować trzeba to, czego społeczeństwo na pewno będzie potrzebować i co w razie braku zbytu nie zepsuje się po 3 miesiącach: buty, ubrania, bułki, rowery, mieszkania, farby, płytki podłogowe itd.

    A inwestować trzeba nie w przestarzałe polskie podupadające zakłady i niekonkurencyjny eksport, ale w linie produkcyjne, które zapewnią produkty równe z zachodnimi standardami jakościowymi. Od biedy tę "papugowatą" skłonność polskiego konsumenta do zachodnich produktów można przecież "konstruktywnie skonsumować".

    Jakoś buty Gino Rossi nie mają w Polsce problemu ze zbytem.....
    Kto odszedł, kto przyszedł
  • @Talbot 12:19:27
    1. Pewnych decyzji nie wolno robić wbrew narodowi.
    2. Nie wolno wprowadzać narodu (państwa) do Wspólnoty wbrew jego woli.
    3. Decyzje o wystąpieniu z tak poważnej Wspólnoty, jaką jest Unia, muszą być wsparte zweryfikowaną, a nie zmanipulowaną aktualnym trendem medialnym, opinią narodu.

    Wydaje się, że tak niewielka większość, jaka głosowała za Brexitem, nakazuje traktować decyzję o Brexicie poważnie. Jednak ponieważ to proces, a nie chwilowe "widzimisię", należy uwzględniać także zmiany nastrojów społecznych (i ew. zweryfikować decyzję).

    Podobnie jest z Macierewiczem. Zastrzegam - na armii nie znam się nic a nic. Nie potrafię go obiektywnie ocenić.

    Ale - w kwestii marketingu politycznego - czuję, na czym polega zależność między poparciem dla rządu (wszak demokracja) a nastrojami społecznymi (nawet tymi kreowanymi medialnie).

    Ergo: Może AM nawet najlepiej rządzić armią, ale jeśli (nie istotne z jakiego powodu, być może z powodu jego diabolicznej fizjonomii Trockiego) znaczna część potencjalnych wyborców PiS jest skłonnych dać się ponieść suflowanej im niechęci do niego i nie poprzeć rządów PiS-u, bo podświadomie widzą w nim "diabolo" nie do zaakceptowania, wówczas spindoktorzy PiS-u muszą dokonać niezbędnych cięć. Niestety, takie są reguły mediokracji.

    Osobiście na miejscu Kaczyńskiego, gdybym podzielał wizję Macierewicza (zasadniczo trudno krytykować pierwszy poważny w historii RP sojusz z USA i bytność żołnierzy armii amerykańskiej na naszym terytorium, skoro wiadomo, że przez ileśtam lat ich bytności w Rammstein po 1945 r. Niemcom źle się nie działo), dałbym na jego miejsce kogoś strawnego medialnie (np. takiego Błaszczaka) i kazał mu realizować politykę Macierewicza spotęgowaną do sześcianu. A żeby na czas przejściowy mieć spokój medialny od "spadkobierców mentalnej komuny i postkomuny", przeczołgałbym w mediach Macierewicza na maksa, tak by dać im igrzysk. Gdy po igrzyskach na kacu wrócą do domu, łatwiej się zapoznają ze zmianami i - skuliwszy ogon - dopasują do nowych realiów. Bo mimikra to ich druga natura.

    Oczywiście, gdy już stajnie Augiasza zostaną wymiecione, dałbym Macierewiczowi wszystko, czego chce, z prezydenturą włącznie.

    Oczywiście Macierewicz to model. To X.
    Brexitu nie będzie!
  • @autor
    Niewykluczone, że dziś najlepiej ideę dobrze rozumianego interesu narodowego realizuje właśnie nie kto inny, jak Donald Tusk. Bo dziś w najlepiej rozumianym interesie Polski (oczywiście w rozumieniu szeregowego obywatela, który nie ma żadnego problemu z globalizmem czy korporacjonizmem) jest:

    - nakłonienie Theresy May do pozostania UK w Unii

    - stworzenie wraz z Wielką Brytanią, Irlandią, Węgrami, Czechami, Słowacją, Słowenią, Chorwacją i Inflantami, po części także może z Austrią, bloku krajów tzw. eurosceptycznych (mówiąc nowomową Martina Szulca, Lutra współczesności), dążącego do prymatu urzędniczego centralizmu nad wewnętrzną suwerennością poszczególnych państw - oczywiście chodzi nie o sceptycyzm wobec Europy, ale wobec unijnego centralizmu.

    - dążenie do równowagi pomiędzy silną euroentuzjastyczną frakcją centrystów (w którym główną rolę grają Niemcy i Francja), ostatnio podupadającą z uwagi na wzrost znaczenia AFD (oczywiście warto byłoby utrzymać rządy przewidywalnej Angeli Merkel, o ile jest ona skłonna zweryfikować dotychczasową bezkrytyczną otwartość na imigrantów) a frakcją wolnego rozwoju, ale dążącą do wzmocnienia "wspólnego mianownika" (Europy chrześcijańskich korzeni) - bo nie oszukujmy się: silna gospodarczo pozycja Niemiec działa tylko na naszą korzyść. Im silniejsza gospodarka Niemiec, tym więcej my profitujemy.

    Nie jest to łatwe i wymaga umiejętności grania na wiele frontów, nie w rozumieniu chorągiewki, co raczej zniuansowania polityki zagranicznej...

    Przydałby się ktoś w stylu polskiego Ławrowa... osobiście nie miałbym chwili wahania i zaproponowałbym to stanowisko temu, który przegrał z Tuskiem.
    Polska idea narodowa A.D. 2018
  • @Talbot 13:56:59
    Od każdego dobrego patriotyzmu można się uczyć. Z uwzględnieniem różnic kulturowych: prawosławie tradycyjnie silnie podkreśla rolę lidera. U nas to nie przejdzie.

    Zresztą to już widać: Klimaty "wódz, a za wodzem wierni" (Jacek Kurski jako cyniczny wykonawca poleceń Jarosława) + oficjalna propaganda sukcesu, się tu nad Wisłą nie przyjmują. Oczywiście naród najpierw odrzuci telewizję żywcem imputującą nam nachalny patriotyzm (stać nas na coś więcej), stawiam, że za rok, może półtora, Kursi się pożegna ze stanowiskiem, bo ileż można akceptować TVP aspirującą do stylu Zenka Martyniuka), potem dopiero zacznie myśleć interesem narodowym, nie tylko widząc PiS, który - obstawiam - się rozpadnie po odejściu lidera. Oczywiście nikt nie wie, kiedy to nastąpi (być może i i za 20 lat - na pewno po odejściu Jacka Kurskiego).

    /Przypuszczam, że wcześniej PiS się rozpadnie, niż Tusk wróci z zagranicy do Platformy..../
    Rosyjscy Nacjonaliści
  • @autor
    nie ma zbyt wielu chętnych którzy wsparli by budowę pomnika Dmowskiego w Białymstoku za to setki osób przelewa co tydzień kasę na dwóch protestanckich szarlatanów z których jeden jeszcze do niedawna była kandydatem organizacji mieniącej się najpełniejszą formą współczesnego ruchu narodowego w Polsce.

    Nie w pomniki, kurcze!

    Trzeba w młodzież, w szkolnictwo, w oświatę inwestować.
    Każdy "przekonany do idei nie tyle narodowej" (po co pojęcia? każdy sam zrozumie i oceni), co do idei "rozwoju i działania dla dobra kraju" nastolatek da nam, Polakom, w perspektywie 20 czy 30 lat o wiele więcej, niż choćby 10 pomników Dmowskiego.

    Trzeba się wokół małych, a dobrze zdiagnozowanych potrzeb gromadzić. A niech to będzie choćby wydanie (opatrzone sensownym komentarzem) pism i kazań Wyszyńskiego.

    Dmowski wolałby, by jego "MNP" trafiły pod strzechy, w tej czy innej (uproszczonej) formie, nawet jako dobrze zrobiony komiks czy uwspółcześniona powiastka dla nastolatków, niż by odlewać jego facjatę z brązu w jego rodzinnych stronach.

    Dmowski stoi już w Warszawie.

    Oczywiście nie odmawiam zasadności inicjatywie budowy tego pomnika. Ale nie w tym kierunku powinien iść ciężar aktywności.
    Polska idea narodowa A.D. 2018
  • @autor
    Jedną z największych tajemnic (i mądrości) judaizmu jest to, że imienia Boga się nie wypowiada, a używając do jego zapisu tetragramu (samych spółgłosek) pozostawia kwestią otwartą, jakie jest dokładne jego brzmienie.

    Nadając określoną nazwę (desygnat) danemu ruchowi (partii), jednocześnie ją i definiujemy, ale także ograniczamy. Zwłaszcza jeśli nawiązujemy do nazw tak istotnych dla polskiej historii i tak nośnych treściowo, jak endecja (szczególnie, że realia się zmieniły).

    [A może dziś Dmowski byłby najbliższy pozycji Gowina? Albo Dorna?].

    W kwestii bratania się z banderowcami: nie ma czegoś takiego. Tak samo jak rozumiem, że prawdziwy niemiecki patriota nie może pogodzić się z utratą Ziem Utraconych (niech się jednak główkuje, jak spowodować powrót Polski aż pod Smoleńsk, jeśli chce rekonkwisty Zachodu w wydaniu niemieckim aż po Wartę), tak samo rozumiem chęć porozumienia polsko-ukraińskiego. Ale nie może ono się odbyć na płaszczyźnie (jawnie antypolskiego) nurtu banderowskiego.

    Największym kłamstwem, jakie wtłoczono do naszych głów, było to, że banderyzm jest na Ukrainie tym samym, czym była u nas Endecja.

    A to nie tak.
    Banderyzm, jeśli już, jest tym samym, co hitleryzm (UPA) lub faszyzm (OUN).

    Endecję porównałbym, jeśli już, nie tyle ze stalinizmem, co z patriotycznymi ruchami antytrockistowskimi w Rosji Sowieckiej po śmierci Lenina.

    Na szczęście Polacy mają nieco więcej rozumu i nie uwierzą komuś, kto aspiruje do miana polskiego Josepha Wissarionowicza z Lublina.

    Komuna (a jeszcze bardziej postkomuna, czyt. glównie Wyborcza) zrobiła wszystko, by hasło "endecja" i nacjonalizm (nie: szowinizm) Polakom obrzydzić. Stąd też jakakolwiek próba odbudowania zaufania do tego pojęcia oznacza konieczność mozolnego usuwania z naszych głów barier, które ktoś silniejszy od nas już tam ustawił. Nie wiem czemu to robić - wystarczy obejść daną barierę, by iść dalej. Sama zmurszeje... tylko czasu trzeba.

    Nie trzeba mieć "endecji" w nazwie, by program interesu narodowego realizować. Podobnie jak nie trzeba szafować "chrześcijańskością" i całować księdza w rękę (wynosić KRK na sztandary), by w duchu chrześcijańskiej wspólnoty działać.

    Ciekawe była próba Kukiza zorganizowania się w zupełnie oddolny sposób. Bardzo mądre (ale marketingowo fatalnie zrealizowane) było nadanie temu ruchowi Kukiza treści związanych z endeckim rozumieniem spraw.

    Ale można to było lepiej zrobić: niuansując pewne rzeczy, a nie - tak jak to zrobił Ziemkiewicz - gniotąc go ciężarem 150-letniej tradycji.

    To tak, jakby nastoletniej upatrzonej, zamiast przynosić jej najpierw stokrotki, a potem tulipany, powiedzieć na drugiej czy trzeciej randce: chcę z Tobą robić dzieci, już, teraz, natychmiast.

    Najpierw trzeba o cztery kąty zadbać.

    /Kulturę finezji i zniuansowania treści do perfekcji opanował za to dr Kornel Morawiecki. Wiele także rozumie dr hab. Szeremietiew, pisząc bardzo wnikliwe analizy (tylko brak mu kogoś, kto by interpunkcji go nauczył).

    W demokracji - niestety sympatycy polskiej myśli narodowej tego jeszcze nie pojęli - liczy się ogłada. Dlatego nigdy zwolennikom RN nie przybędzie, gdy jego twarzą będzie atleta Marian Kowalski, o fizjonomii bywalców nie tyle fitness-studio, lecz salonów kulturystycznych.

    Dlatego sądzę, że dziś najlepszymi wyrazicielami myśli patriotycznej są takie osoby, jak prezes Morawiecki, dr Gowin czy adwokat Małgorzata Wassermann. Nawet gdy siedzą w PiS-ie. Zwłaszcza gdy niegłupio gadają.

    Każdy tytuł u liderów, każdy stopień naukowy więcej, to kolejny tysiąc zwolenników. No niestety tak to działa.

    Trzeba być świadomym pewnych mechanizmów być.
    Polska idea narodowa A.D. 2018
  • autor
    Fakt przyjęcia funkcji rządowej oznacza akceptację ciągłości państwowej, a więc także nieodwołalnych zobowiązań zaciągniętych przez poprzedników. Więc jeśli było zaciągnięte zobowiązanie do przyjęcia euro czy też uchodźców, należy to zrobić. Albo nie przyjmować danych funkcji i dalej siedzieć w WBK.
    Koń trojański III RP?
  • ciekawe....
    Wg oficjalnej wersji, suflowanej w literaturze popularnej, Cywilizacja Białego Człowieka wygrała z Indianami z chwilą, gdy Winnetou, ten z Karola Maya, zafascynowany łacińskim "Ave Maria", na łożu śmierci poprosił Olda Sutterhanda o udzielenie mu chrztu.

    Gdyby przyjmować kryteria Karola Maya, to wygrywa ta cywilizacja, która okazuje się atrakcyjniejsza. A to chyba Biali najpierw opanowali tajniki języków Indian, a nie na odwrót.... i wcale nie dlatego, że byli zdolniejsi (nieprawda, Indianie równie szybko uczyli się angielskiego, jeśli trzeba było), ale dlatego, że Indianie oferowali Białym kulturę i cywilizację, której Ci nie znali i byli jej ciekawi, natomiast Biali Indianom mogli zaoferować jedynie whisky, perkaliki i wykluczenie.

    /No, może jeszcze medycynę na nieco innym poziomie.../

    Cywilizacja Białego Człowieka w Ameryce wygrała militarnie i ilościowo. Ale czy wygrała moralnie?
    Cywilizacja Bladych Twarzy (II)
  • @kula Lis 67 07:30:45
    Z przyjmowaniem imigrantów w Polsce jest dokładnie tak samo, jak z dopuszczalnością przyjmowania Komunii w KRK przez rozwodników. Niby nie wolno, ale diecezja frybursko-bryzgowijska (RFN) oraz rzymska (Italia) już na to od dobrych kilku lat zezwalają.

    Więc gdzie tutaj hierarchiczne podporządkowanie oficjalnej linii nauczania papieskiego, ja się pytam???

    Wiadomo, że nie chcemy zadzierać z Europą. Więc te 7 tys. musimy łyknąć i stary Morawiecki trafnie wyznacza granice kompromisu. Poza tym powaga naszego państwa (ciągłość linii politycznej zapoczątkowanej przez Ewę Kopacz) tego wymaga.

    A w kwestii czystości ideologicznej: wyodrębniony już z łona rzymskiego i zautonomizowany aktualnie nurt lefebrystów nigdy na to, co jest udziałem KRK (dopuszczalność komunii dla rozwodników) nie zaakceptuje, podobnie jak też KRK nigdy nie zaakceptował ludobójstwa żydów.

    Tak samo z Polakami: nurt sceptyczny wobec europeizacji nigdy za patriotów nie uzna tych, którzy narażają na szwank wewnętrzne bezpieczeństwo w imię europeizacji (kto by się spodziewał, że inwazja islamska nadejdzie z Zachodu).

    A czas pokaże, kto miał rację. Nie pierwsza i nie ostatnia to schizma, i w kościele, i w nurtach polskiego patriotyzmu.
    Imigranci
  • @Romuald Kałwa 09:50:54
    aluzji nie było żadnych. Pogardy też nie, raczej zatroskanie. Nie pisałem "jakiś tam kraj pomiędzy". A położenie między Niemcami a Rosją jest faktem. Podobnie jak fakt "falandyzacji prawa" przez ostatnie 2 dekady po OS.
    Polska na celowniku
  • @autor
    najistotniejszym (ale najmniej spektakularnym) był Cyrankiewicz.
    W sumie ok. 20 lat kierowania rządem....
    Gomułka czy Gierek?
  • o psychologicznej potrzebie dotarcia do prawdy
    "Nie potrafimy już o niczym innym rozmawiać."

    I to jest najgorsze - to uwikłanie w temat. Z powodu tego, że prawda pozostaje zakryta.

    Psychologicznie "sprawstwo" i szukanie winnych po 10.04 przypominają mi fabułę jednego westernu, który oglądałem swego czasu w młodości, opowiadający o gorączce złota na Alasce. Fabuła była mniej więcej taka: (mogłem coś poprzekręcać).

    Protagonista (poszukiwacz złota, mąż, ojciec dwóch córek, który szukał szczęścia w Klondike) po rocznej pracy i tuż przed powrotem do domu, wziął z "depozytu u szeryfa" całkiem pokaźną garść znalezionego złota schował swój urobek ("skarb") w jakiejś małej jaskini czy jamie skalnej i swoim własnym ciałem zabarykadował na noc wejście do niej. Rano miał opuścić Alaskę, koń już czekał, wszystko do podróży było przygotowane.

    Czarny charakter (zadłużony zięć szeryfa) dowiedział się przypadkiem o zabraniu depozytu, zresztą od samego szeryfa, i postanowił ten skarb poszukiwaczowi zabrać. Zabiwszy go (ten przeżył, ale czarny charakter o tym nie wie) i zrzuciwszy ciało z wierzchołka do górskiego potoku, wszedł do jamy, przekopuje ją, zresztą zostawiając tam mnóstwo swoich rzeczy osobistych, wskazujących na jego sprawstwo, ale złota tam nie odnajduje. Zabiera jego konia, siodło i rzeczy osobiste.

    Ranny (cudem przeżył) po rocznej rekonwalescencji u Indian udaje się najpierw do stanowej policji i składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Następnie wraca i podejmuje znalezisko, skądinąd schowane w dwóch miejscach. Osoba sprawcy jest stanowej policji jednoznacznie znana. Pytanie postawione w śledztwie do rozstrzygnięcia nie jest, kto zabił (chciał zabić), tylko czy to szeryf powiedział krewkiemu kuzynowi o pobraniu depozytu w zamiarze (dolus eventualis) nakłonienia go do kradzieży, czy też czy szeryf odpowiada jedynie za wyjawienie czegoś, czego wyjawić nie powinien (depozyty u szeryfa i fakt ich pobrania obłożone są nakazem milczenia, jak Stany długie i szerokie).

    Śledztwo morderstwa i kradzieży zostało powierzone - komu? - ano szeryfowi. Gdy ten odkrywa jednoznaczne dowody na to, że sprawcą niedoszłego morderstwa jest jego zięć (skądinąd siedzący w kiciu za inne sprawki, więc nie ma sensu informowanie prowadzącego śledztwo szeryfa o wszystkim), zaczyna mataczyć. Nie dlatego, że chce chronić zięcia (i tak już od roku nie żyje z jego córką), tylko dlatego, że chce uniknąć podejrzeń, że celowo go do tego nakłonił. I zaczyna popełniać błąd za błędem.... A stanowa policja to wszystko widzi.

    Szeryf jako jedyny znał miejsce faktycznego ukrycia "większej części skarbu". Poszukiwacz powiedział o tym szeryfowi na wypadek, gdyby nie zdołał przedrzeć się przez kanadyjski las i gdyby mu się coś stało, z prośbą o "zaopatrzenie rodziny" poszukiwacza po jego śmierci. Nie była to jama, przed której wejściem położył się poszukiwacz, lecz zupełnie inne miejsce.

    Widz do samego końca nie wie, jakie są zamiary"szeryfa", tzn. czy chce on podjąć złoto i zabrać sobie (w przekonaniu szeryfa jego właściciel nie żyje), czy też przekazać je rodzinie tego, który zginął z rąk jego zięcia. I to jest w tym westernie najbardziej fascynujące... ta gra dwuznaczności. Zresztą w samym szeryfie chyba od samego początku do końca toczy się walka zła z dobrem.

    W końcu jednak szeryf odnajduje "tombak" (ale to nie ma znaczenia) i przekazuje go rodzinie zmarłego. Tombak służy tylko weryfikacji zamiarów szeryfa. Jeśli zatrzyma i nie odda rodzinie, pójdzie siedzieć (tak ustalił protagonista z policją stanową). Jeśli odda, straci tylko odznakę za nietrzymanie tajemnicy.

    W końcu szeryf, który podjął tombak (nie wiemy, co z nim zrobił), zostaje oddany pod sąd za "niewykrycie sprawcy" mordu, mimo że dowody na sprawstwo zięcia są jednoznaczne. W ostatniej scenie rzekomo zabity nagle "zmartwychwstaje" i stawia się w sądzie, stając się obrońcą szeryfa, który - poza utratą odznaki - unika kicia.

    Stare, dobre, amerykańskie kino. Plus świetna psychologia. Wielopłaszczyznowość. I świetna gra aktorska.
    Czwarty wymiar Smoleńska
  • @Romuald Kałwa 01:01:26
    Z tytułu wynika, że ktoś na nasz kraj zagiął parola. A to nie tak. Po prostu warto byłoby, by tej części Europy, między Niemcami a Rosją, sprawy szły normalnie, a nie w duchu zmanierowanej postkomunistycznej mentalności, smarowane łapówkami i przekrętami. Może kiedyś wreszcie i w tym regionie świata jakość okaże się ważniejsza niż znajomości. I każdy podmiot, który temu sprzyja, jest naszym sojusznikiem, natomiast każdy, kto chce tu, nad Odrą i Wisłą, utrzymać stan "bezwoli, zatracenia i bezwładu", jest naszym wrogiem.
    Polska na celowniku
  • @maharaja 09:16:14
    "ogłoszenie dogmatu o papieskiej nieomylności naraziło autorytet Kościoła, i tak już zresztą nadwątlony choćby przez wystąpienie Martina Lutra, na śmieszność powodując jednocześnie reakcję bardzo podobną do efektu Reformacji".

    Są sytuacje, w których Kościół powinien zajmować jednoznaczne stanowisko (np. nakaz solidaryzmu społecznego, nakaz empatii w związkach, nakaz uczciwości w życiu publicznym), akcentując postulat miłosierdzia.

    Są jednak sytuacje (zwłaszcza te życiowo skomplikowane), w których wskutek zajmowania wobec nich przez Kościół roli szafarza tego, co boskie, Kościół odmawia (grzesznym) wiernym prawa do Komunii. To tak, jakby przestępców w więzieniu zaprosić na ucztę (mszę), ale bez prawa do posiłku.

    Za lat -dziesiąt, a może i naście, dzisiejsza (zakorzeniona w kilkusetletniej doktrynie Kościoła) praktyka będzie tak samo napiętnowana, jak dawniejsze chowanie samobójców czy też dzieci niechrzczonych poza murami Kościoła.

    Owszem, powinien istnieć POSTULOWANY model życia (np. nakaz nierozwodzenia się, nakaz regularnej spowiedzi, nakaz uczestniczenia w życiu społecznym parafii) i przede wszystkim osoby mieszczące się w danym modelu powinny być dopuszczone do pełnienia określonych funkcji w Kościele czy gminie (jako zaszczyt), natomiast sama Komunia powinna być dostępna dla wszystkich i nie podlegać najmniejszej reglamentacji, bo to prawo elementarne (postulat powszechności w miłosierdziu). W żadnym stopniu nie spowoduje to pauperyzacji Komunii.

    Rozumiem, o co chodzi zwolennikom tzw. EKSKLUZYWNOŚCI komunii.
    W miejsce dzisiejszej Komunii "dla świętoszkowatych dewotów", jak to niekiedy (oczywiście przerysowuję tutaj problem), warto wprowadzić tzw. coniedzielne "agape" na plebanii, bez postulatu powszechnej dostępności, raczej z postulatem dokoptowywania. Tylko tak się
    1) ewangelizuje społeczeństwo
    2) konserwuje fundament
    Bergoglio, jak każdy papież, jest nieomylny!
  • @Ziut - Blok Narodowy Polski 13:17:43
    Rządzenie to też umiejętność podejmowania niepopularnych decyzji.

    Autorytet można budować wielorako:
    - doraźnie, poprzez rządzenie w doraźnym interesie narodu, a wbrew moralności i zobowiązaniom międzynarodowym (Kaczyński od 2015 r.)
    - dlugoterminowo, poprzez rządzenie w szerokopojętym interesie narodu, zgodnie z moralnością i przyjętymi zobowiązaniami międzynarodowymi (7 tys.), nawet jeśli to wbrew narodowemu mainstreamowi.

    Kornel Morawiecki mówi: przyjmijmy na klatę to, do czego Ewa Kopacz się zobowiązała.

    Też tak myślę. Powaga państwa polskiego tego wymaga. Wszak jesteśmy członkiem tej Europy. I nie jest to otwarcie się takie, jakie było udziałem Niemiec.... a jedynie ... że tak powiem, symboliczne.
    Morawiecki: „Te 7 tys. uchodźców nie powinno być problemem."
  • @Lotna 18:43:25
    Pomiędzy datą wyboru Roncallego na papieża a SWII trochę czasu upłynęło... nie zawsze wiadomo... bo my nie zawsze wiemy, od czego liczyć... dlatego taką wagę przywiązujemy do dat orientacyjnych (data urodzenia), datę poczęcia jedynie mogąc domniemywać. I dobrze tak.
    Mateusz Morawiecki i projekt POLIN
  • na marginesie
    na marginesie: polski ruch oazowy (tzw. hippisi-chrystuski) to nic innego, jak niezwykle twórcza ideowo próba zaszczepienia nurtu wolnej (chrześcijańskiej w swym duchu) miłości na najbardziej pożywny za PRL-u grunt: chrześcijańską mentalność.

    O dziwo, w międzywojniu wśród zwolenników sanacji było wielu propagatorów idei rozwodów. Wśród zwolenników endecji było podniesienie do rangi absolutu instytucji małżeństwa.

    I nie ma nic do rzeczy, że takiemu Ziemkiewiczowi czy takiej Ogórek (po mężu), czy takiej Marcie Kaczyńskiej nie wszystko się w tych sprawach po katolicku poukładało....

    Afirmacja małżeństwa jako związku duchowego jest możliwa tylko w nurcie wolnej miłości. Wszystko nam wolno..... więc i wolno wyrzec się niektórych rzeczy na rzecz innych.

    Instytucjonalizm to śmierć miłości.
    Ksiądz Szpak od hipisów nie żyje
  • @Romuald Kałwa 19:53:22
    Ziemkiewicz z Ogórek mają wiele wspólnego: myślenie jako kwalifikację wyróżniającą spośród innych polityków.

    Weźmy taką oto nie tak dawną sytuację: Gdy Sławomir Nowak nie potrafi wytłumaczyć się z posiadanego wartościowego zegarka, wówczas
    - PO go broni, bo swój (omerta)
    - PiS go atakuje, bo nie z tej stajni (wendetta)

    Natomiast:
    - Ziemkiewicz mówi, że wolnym ludziom w wolnym kraju wolno posiadać zegarki
    - Ogórek uzupełnia, że domniemanie niewinności (brak zarzutu o korupcję) powinno być silniejsze, niż domniemanie kradzieży (łapownictwa), nawet w przypadku urzędnika państwowego

    W tym rozumieniu (zgodnym z łacińsko-republikańskim rozumieniem prawa) Sławomir Nowak NIE WYWIĄZAŁ się z obowiązków deklaracyjnych, a nie jest ani łapownikiem, ani złodziejem. Oczywiście dyskwalifikuje to go jako funkcjonariusza państwa, ale nie nakazuje wsadzać go za kratki.
    Co wspólnego mają Magdalena Ogórek i Rafał Ziemkiewicz

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej