Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
0 postów 1891 komentarzy

maharaja

Moje komentarze

  • @latinitas
    "na kolanach prócz Boga nikomu się płazać nie umiemy"

    No trochę to stoi w kontraście do dewocjonaliów, kultu pomników, całowaniu księży po rękach itp.

    Na pewno każdy z nas znał takich ludzi, co w kościele czołem w posadzkę niemal bili z nadgorliwości, na pielgrzymki coroczne jeździli, księży po rękach całowali, a z własnymi dziećmi i sąsiadami na noże szli.

    Oczywiście "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną..." tworzy naszą kulturę, a nie pomniki i dewocjonalia.

    Trzebaby tutaj chcieć i umieć dokonać dogłębnej oceny, na ile dewocjonalia i cała ta ludowa otoczka WSPIERA wiarę i stanowi jej filar, a na ile jest jej zaprzeczeniem, skanalizowaniem, np. skierowaniem gorliwości narodu na boczne tory - na kremówki z Wadowic.

    Ja się nie podejmuję takiej oceny.

    To, co w skali pojedynczego człowieka może niekiedy prowadzić do kuriozalnych nadużyć (czczenie obrazków, a nie kierowanie się przykazaniami), w skali masowej raczej jednak służy pielęgnowaniu wiary. Takie jest moje zdanie. Aczkolwiek dopuszczam, że mogę się mylić.

    Chyba jednak rację miał Prymas Tysiąclecia z koniecznością krzewienia wiary ludowej.

    Wiara różne przybiera formy, trzeba wartości z niej wynikające przedstawić w takim kształcie, by były pojmowalne dla zwykłego śmiertelnika.

    Stąd te odpusty, dewocjonalia itp.

    A naczelną myślą i tak jest "na kolanach prócz Boga nikomu się płazać nie umiemy"
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @Molier
    Oczywiście, że nie. Ale czynię to zastrzeżenie w kontekście dzisiejszego "obrazo-bursowskiego" tytułu Coryllusa.

    Bo niektórzy tak mogą tytuł jego dzisiejszej notki odczytać i się obrazić.

    A przecież nie o przeciwstawienie tutaj chodzi.
    Chodzi o komplementarność.
    O dobrze pojętą hierarchię "kultur". O wyrastanie jedności z wielości, a nie o urawniłowkę, jaką uskuteczniały rządy PRL-u po 1945 r.
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @Molier
    Piękny język, piękna kultura.
    ... no i chyba nie mają się czego wstydzić.

    Ale nie sądzę, by to miało stać w sprzeczności z polskością.

    A o "łemkowskiej dumie" wiem niemało, także z tej mikroskopowej, rodzinnej perspektywy.
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @Molier
    Sądzę, że dobrze pojęta "polskość" wcale nie musi stać w sprzeczności z patriotyzmem lokalnym, z wieloetnicznością i zachowaniem odrębności etnicznych.

    Polska zawsze była wielokulturowa.

    Są na Mazurach rosyjscy staroobrzędowcy, są potomkowie tatarów krymskich, o Kurpiach i Kaszubach aż się pisać nie chce, to oczywiste, "ni ma Kaszeb bez Polonii, ni bez Kaszeb Polszczi".

    Nie sądzę, by esencją polskości była chęć "urawniłowki", tj. zrównania wszystkiego do tego samego mianownika.

    Jakkolwiek patrząc na antypolskie nastawienia ukraińskie w międzywojniu, na zamachy organizowane przez Banderę, można pokusić się o takie dość odważne stwierdzenie, iż "rykoszetem" akcji Wisła jest obecnie dużo większa zwartość ideowa społeczeństwa, a przynajmniej językowa, jeżeli chodzi o tożsamość narodową Polaków.
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @Molier
    Po 1945 r. zrobili maksymalną urawniłowkę.

    Niefajnie, że ludzi siłą przesiedlali. Niefajnie, że ciekawe kultury lokalne umarły śmiercią własną.

    Jednak akcesu do polskości, jaki stał się udziałem setek tysięcy Rusinów, w tym także mojej rodziny, nigdy nie żałuję.

    Na tym tylko można zyskać, jeżeli choć trochę się pojmuje, jaki to skarb.
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @castillon
    Pewnie trafiłeś na opcję ukraińską, he he...

    Moi dziadowie ze strony ojca byli Łemkami. Ja też w 1/2 nim jestem. Na jednym z rodzinnych wesel kiedyś jakiś gość się do mnie przyczepił, grubo po północy, i zaczął mnie indokrynować, że niby ja też jestem Ukraińcem. A dziadek z babcią mówili wyraźnie: "My Polaki byli". Dziadkowi wierzę.

    Z tego, co wiem, "opcja proukraińska" wśród mniejszości rusińskiej charakteryzowała się o wiele większą zwartością i niechęcią nawiązywania relacji z osobami "spoza". Ci, którzy jej nie podzielali, raczej szybko się asymilowali.

    Kiedyś, tuż po 1989 przyjechał do nas wuj spod Lwowa. Był to brat rodzony mojej babki, wuj mego ojca.

    Przeszedł cały szlak z armią Berlinga aż po Berlin, poznał Ukrainkę i z nią wyjechał tam, na Ukrainę. 45 lat się nie widzieli z moją babcią, jego siostrą.

    Odebrałem gościa z dworca, był u nas jeden dzień, potem zawiozłem go na wieś do babci, bo rodzeństwo sobie chciało przed śmiercią życie swoje opowiedzieć.

    Zawoziłem do babci gościa gadającego jakimś obcym dla mnie językiem, ni to polskim, ni rosyjskim (był to ukraiński). Gdy po tygodniu po niego pojechałem, by znów go odwieźć na dworzec, zdarzył się CUD - on zaczął mówić niemalże w pełni poprawną polszczyzną, z lekkimi tylko wiejskimi wtrętami - wszystko mu się przypomniało przez tydzień, ten język polski, którym przecież mówił do 20 roku życia.

    A po jakiemu mówili tam, na Mazurach?
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @Coryllus
    Znów obudziłeś gdzieś głęboko drzemiące wspomnienia...
    rozwinęły się dziś w pokaźną notkę. Ponieważ związana tematycznie, pozwalam sobie zalinkować.

    http://t-rex.nowyekran.pl/post/6689,a-echo-modlilo-sie-z-nami
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • @castillon
    ci ludzie, górale beskidzcy i bieszczadzcy, którym po 1947 r. kazano ryby łowić, to byli Łemkowie, Bojkowie, Dolinianie.

    Opcja ukraińska wcale nie była wśród nich opcją przeważającą, a ich religią był grekokatolicyzm.

    Ci, którzy ewidentnie utożsamiali się z Ukrainą, "mieli okazję" już chyba w 1945 r. pojechać na Ukrainę i dalej aż na Krym.

    Dlatego trafne jest to zastrzeżenie "albo ich za Ukraińców uznano".
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @coryllus
    No to chyba mamy wspólne przypuszczenia.

    Fajnie napisałeś, że dopóki będą te dewocjonalia, pomniki itd., nikt nigdy nad tym narodem nie zapanuje.
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @coryllus
    "Za dotacje buduje się infrastrukturę lokalną, co się zaś dzieje z podatkami obywateli, tego nikt nie wie i nigdy się nie dowie."

    Wiesz, czy jedynie przypuszczasz?
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @bez kropki
    "a w jakieś narodowe przebudzenie, to daruj, nie wierzę"

    Gdybyś na żywo słyszała, jak milion Polaków rechoczą z samych siebie, bo okazało się, że machali nie papieżowi, tylko jakiemuś podrzędnemu biskupowi pomocniczemu, a potem ze dwie godziny później, gdybyś słyszała na żywo, jak brzmi "Boże coś Polskę" śpiewane przez milion głosów, to nie miałabyś ani cienia wątpliwości, że ten naród jest stanie się przebudzić.

    Trzeba tylko się spotkać, te miliony Polaków.
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • @Gosia z Wrocka
    Dlatego właśnie trzeba wymieniać się spostrzeżeniami.

    Doświadczenie jednostkowe jest zawsze ułomne, niepełne, bo skażone fragmentarycznością poznania.

    Na Partynicach w 1883 były nieprzebrane tłumy. Morze ludzi. "Wejściówki" też były, mój ojciec miał taką jedną, dostał od znajomego księdza i dzięki niej znajdowaliśmy się w nieco bliższym sektorze, niż reszta. Mogliśmy widzieć Ojca Świętego nawet bez lornetki.

    Ci, co nie mieli takich wejściówek, musieli być w tych dalszych sektorach. Ale tam podobno był o niebo lepszy nastrój.

    W 1997 r. nie wiem jak było. Niewykluczone, że udało mi się po prostu przemknąć pomiędzy policjantami i dostać pod ołtarz. Pojechałem tam rowerem, na tę mszę, i powiedziałem, że tam mieszkam, przy Poltegorze, to i mnie przepuścili.

    A tuż pod ołtarzem, jakieś 200-100 metrów, były - dosłownie - pustki. Być może to z przyczyn bezpieczeństwa, by nikt nie podszedł zbyt blisko. Natomiast w dalszych sektorach, za telebimem, było dość ciasno.

    Nie pomyślałem o tym, dzięki.

    Pamiętasz rechot z milionów gardeł w 1883 na Partynicach, gdy się okazało, że w helikopterze, który właśnie wylądował, nie ma papieża???

    A ludzie przez pięć minut jak wariaci machali mu na powitanie....

    To było piękne, ten chóralny śmiech.
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • Gwoli przypomnienia, oryginał:
    Bursa Andrzej

    Sobota

    Boże jaki miły wieczór
    tyle wódki tyle piwa
    a potem plątanina
    w kulisach tego raju
    między pluszową kotarą
    a kuchnią za kratą
    czułem jak wyzwalam się
    od zbędnego nadmiaru energii
    w którą wyposażyła mnie młodość

    możliwe
    że mógłbym użyć jej inaczej
    np. napisać 4 reportaże
    o perspektywach rozwoju małych miasteczek

    ale
    .......mam w dupie małe miasteczka
    .......mam w dupie małe miasteczka
    .......mam w dupie małe miasteczka
    Mam w dupie małe ojczyzny
  • @coryllus
    Nie ma sprawy, mi tylko powiedzieć.
    Od dzisiaj w poniedziałki będę unikał takich drętwych żartów.

    No ale zobacz, ile to się można dzięki Twojemu blogowi dowiedzieć. Już wiem, że na Partynicach we Wrocławiu byłem w 1983 (w sumie to logiczne, bo te znaki "V" i plakaty Solidarności gdzieś tam w tle były).

    Druga rzecz, że poszerzyłem wiadomości co do pisowni słowa Allach/Allah.

    Trzecia - przypomniałem sobie śmieszne, naprawdę jajowe, zdarzenie z pielgrzymki Papieża z 1983 r., o którym dziś jeszcze albo jutro rano napiszę.\

    A czwarte - zgadzam się absolutnie. Naród musi mieć swoje mity.

    Mnie tylko zastanawia jedno - skąd romantycy 150 lat wcześniej wiedzieli o papieżu ze Słowiańszyzny???

    Świat jest przebogaty, i niskie prześmiewki z naszego Papieża nie są w stanie zablokować powstania tego mitu.
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • coryllus
    "Uważam, że to nie jest zabawne."

    a mi się wydawało, że masz większe poczucie humoru.
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • @pradziadek
    Może to była i druga pielgrzymka. Nie upieram się.

    Nie pamiętam dokładnie, w 1983 miałem 12 lat, dzieckiem byłem.
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • @Coryllus
    Allach ??? - na pewno ma większy brzuch, niż Allah....
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • @
    Byłem dwa razy na uroczystościach z udziałem JPII.

    Pierwszym razem we Wrocławiu, chyba była to pierwsza pielgrzymka Papieża do Polski (1978? 1979? jakoś tak...). Pamiętam ten gest - te dwa palce (znak Victorii) wyciągane w górę przez setki tysięcy ludzi. Tam chyba był z milion osób co najmniej.

    Nieprzebrane tłumy, podniosłe wyczekiwanie. Byłem przecież dzieckiem, a pamiętam, jak wierni reagował na biało-żółtego Stara, który robił za Papamobile.

    Drugim razem byłem na mszy z papieżem dwadzieścia lat później, chyba w 1997r., też we Wrocławiu.

    Wówczas były już pustki. Ludziom się nie chciało tam iść, zresztą wszystko było w TVP.

    Można było podejść niemal pod sam ołtarz, papieża bez problemu można było złapać w zasięg wzroku.

    Papież mówił wtedy ważne rzeczy, o moralności i o pracy. Miałem wówczas takie wrażenie, że raczej nie było w narodzie chęci, by to słuchać i się nad tym zastanawiać.
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • Coryllus
    Mistrzu, no rozczarowujesz czytelnika.

    Chyba jednak po polskiemu Imię Jedynego pisze się przez samo ha, niezależnie od wyznania, czy to w tradycji starotestamentowej (Jehowah, Jahwe) czy też muzułmańskiej (Allah).

    Popraw, skasuj i odpokutuj paciorkiem dzisiaj!
    Czy po beatyfikacji będzie kanonizacja?
  • autor
    Co do mentalności ludności napływowej: BZDURY,

    Przyjeżdża najbardziej mobilna część ludności. Z tym się wiążą pewne cechy pozytywne (siła przebicia na rynku pracy, kompetencje, znajomość języków, elastyczność, otwartość na nowe stosunki międzyludzkie) oraz pewne cechy negatywne (brak korzeni).

    Powstaje tygiel, który autor scharakteryzował z jednej strony, tej z piątku na sobotę o 4 nad rano, gdy niezakorzeniona napływowa młodzież wraca podpita z dyskoteki.

    A to nie jest obiektywny obraz Warszawy.

    Warszawa daje w kraju wciąż największe szanse na usamodzielnienie się finansowe.

    Przypuszczam, że tutaj ilość etatów przyznawanych wg kompetencji, a nie po znajomości, wciąż procentowo jest największa.

    Znaczna część Warszawiaków po prostu ostro pracuje, a podatki przez nich płacone - zgodnie z zasadą Janosikowego - zasilają budżety gmin najgorzej sobie radzących.

    Przez autora przemawia nieuzasadniona wyższość względem tych, którzy wciąż tutaj przybywają.

    Toż 30 lub 40 lat temu takie same były koleje losu rodziców autora. W czym oni są lepsi od obecnych napływowych?

    Urągając aktualnej ludności napływowej, urągasz, autorze, swoim rodzicom.


    Na tym polega wolny rynek, że najlepsi dostają pracę.
    Skąd „syf w mieście Warszawa” – Coryllusowi w odpowiedzi!

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

ULUBIENI AUTORZY

więcej